Nadszedł długo oczekiwany dzień operacji. Rekonstrukcja ACL w dłuższej perspektywie miała w pełni przywrócić moją sprawność ruchową. Niedziela, 3 lipca – nie tak wyobrażałem sobie początek wakacji… Zgodnie z ustaleniami zjawiłem się przed godziną ósmą w klinice Osteon w Legionowie. Po załatwieniu formalności pożegnałem się z tatą i poszedłem zająć swoje łóżko.

Operacja

Znieczulenie

rekonstrukcja aclBardzo szybko zjawił się anestezjolog i przeprowadził ze mną wywiad, który pozwolił mu dobrać odpowiednie znieczulenie. Na wstępie poczęstował mnie czterema pigułkami ze swojej magicznej walizki. Chwilę po nim przyszedł Maciek – mój lekarz i oznajmił, że na salę operacyjną wjadę jako pierwszy (na ten dzień zaplanowanych było 5 zabiegów). W oczekiwaniu na rozpoczęcie rekonstrukcji więzadła oglądałem telewizję i w pewnym momencie poczułem się jakoś dziwnie. Trochę kręciło mi się w głowie. Anestezjolog oznajmił mi, że za 5 minut zaczynamy i żebym skorzystał jeszcze z toalety. Wstałem z łóżka i idąc korytarzem miałem wrażenie dokładnie takie, jak po kilku piwach. Na salę operacyjną wszedłem już z pomocą anestezjologa, ponieważ nie mogłem iść prosto. Głupi jaś (te cztery tabletki, które połknąłem) sprawił, że miałem niezły odjazd. Mimo, że byłem cały czas przytomny, nie pamiętam zastrzyku w kręgosłup, czy założenia wenflonu. W ogóle cała operacja wydała mi się znacznie krótsza (faktycznie trwała 45 minut). Nie zorientowałem się nawet kiedy straciłem czucie w nogach – nagle zaczęło się krojenie.

Rekonstrukcja ACL

rekonstrukcja aclCały czas miałem podgląd na monitor, na którym widać było wnętrze mojego kolana. Pamiętam niestety tylko pojedyncze fragmenty z całego procesu rekonstrukcji ACL – wiercenie dziur w kościach, uderzenia młotkiem, zmianę pojemników z wodą, wieszak z kroplówką. Pod koniec odzyskałem nieco świadomość, kiedy Maciek pokazał mi na ekranie, jak wygląda moje nowe więzadło. Ruszając kolanem wyjaśnił, że odzyskałem pełną stabilność. Zdziwiłem się, gdy odsunięto parawan – zobaczyłem swoją nogę uniesioną wysoko do góry – dziwne wrażenie, bo zupełnie nic nie czułem i myślałem, że leży poziomo. O godzinie 10:15 było po sprawie i już leżałem w łóżku. Doktor przyszedł do mnie i powiedział, że operacja udała się bardzo dobrze. Był zadowolony, ponieważ nie trzeba było szyć ani wycinać łąkotki – wystarczyło oczyszczenie i lekkie wyrównanie. Ucieszyła mnie ta wiadomość.

Tak, jak wspominałem we wpisie o przygotowaniach do operacji ACL, rekonstrukcję przeprowadzono z zastosowaniem przeszczepu allogenicznego (materiał pochodził ze ścięgna Achillesa z banku tkanek). Stabilizacja nowego więzadła została przeprowadzona za pomocą biowchłanialnych śrub w systemie Bilok. Bardzo przekonała mnie ta metoda – po pierwsze nie ma dodatkowej ingerencji chirurgicznej w inne, zdrowe tkanki organizmu, a po drugie ścięgno Achillesa jest najmocniejszym ze wszystkich możliwych. Rehabilitacja przebiega podobno też znacznie sprawniej – o tym opowiem Wam w trzecim wpisie o mojej kontuzji. Na temat metody wykonania rekonstrukcji jest kilka opinii, ale na coś trzeba się zdecydować. Dr Ambroziak potrafił podać konkretne argumenty, które spotkały się z moją aprobatą. Dodatkowo rehabilitantka, której ufam również potwierdziła, że przy obecnym zaawansowaniu medycyny, metoda allogeniczna jest najlepszą rzeczą jaka może mnie spotkać. Jestem przekonany, że mieli rację.

POSŁUCHAJ PODCASTU Z MOJĄ FIZJOTERAPEUTKĄ O REHABILITACJI PO REKONSTRUKCJI ACL

Kliknij TUTAJ, aby ściągnąć podcast jako plik MP3.

Subskrybuj: iTunes | Android | RSS

Jeśli ktoś ma ochotę zobaczyć, jak wygląda taka operacja, to polecam film z zabiegu rekonstrukcji więzadła krzyżowego przedniego (ACL) z zastosowaniem przeszczepu allogenicznego wykonywanego przez dr. Macieja Ambroziaka. Oczywiście nie jest to moja noga, ale czynności wyglądają bardzo podobnie.

Pierwsza doba po operacji

Kiedy tylko znalazłem się z powrotem w łóżku, odzyskałem pełną świadomość. Około 12 pielęgniarka przyniosła obiad i herbatę, co bardzo mnie ucieszyło, bo od wieczora nie jadłem i nie piłem. Co jakiś czas zmieniano mi okład z lodu oraz ściągano krew ze strzykawki, która była podłączona do drenu w kolanie. Oglądałem jazdę drużynową na czas w Tour de France i czekałem, kiedy zejdzie mi znieczulenie. Trzymało bardzo długo, bo aż do 19. Jak tylko odzyskałem władzę w nogach, poszedłem o kulach do toalety. Trochę bałem się, że nie będę mógł spać z powodu bólu. Koledzy, którzy przechodzili taką operację, straszyli mnie niewyobrażalnymi katuszami przez pierwsze pięć dni po zabiegu. U mnie, przynajmniej na początku nic takiego nie miało miejsca. Wieczorem dostałem kolację i kroplówkę. Spałem bardzo dobrze. O piątej rano przyjąłem drugi raz kroplówkę, o 7:30 przyszedł właściciel kliniki – dr Jasielski i wyjął mi dren oraz pomógł założyć stabilizator. Przed wyjściem dostałem wypis ze szpitala, płytę DVD z filmem z operacji oraz receptę na antybiotyki, leki przeciwzapalne oraz zastrzyki przeciwzakrzepowe. O ósmej, czyli 24 godziny od zjawienia się w klinice, byłem już w drodze do domu.

Dwa tygodnie zwolnienia

Wejście na trzecie piętro sprawiło mi trochę problemu, więc z ulgą położyłem się do łóżka. Według zaleceń lekarza, do zdjęcia szwów powinienem ograniczyć chodzenie do minimum i dać nodze odpocząć – trzymać ją na podwyższeniu i chłodzić lodem.

rekonstrukcja aclPierwszy dzień w domu minął całkiem nieźle, wieczorem miałem lekki stan podgorączkowy. Drugiego dnia po operacji odwiedziłem Maćka na wizycie kontrolnej i zmianie opatrunku. Doktor wykonał punkcję i ściągnął płyn z kolana, żeby obrzęk był mniejszy. Powiedział, że wszystko goi się bardzo dobrze. Tego dnia wieczorem czułem się słabo – dostałem gorączki, która jednak dość szybko przeszła i spałem znakomicie. Środa i czwartek minęły bardzo dobrze – ból był minimalny, po prostu sobie odpoczywałem. Chodzenie do toalety o kulach nie sprawiało mi problemu. Wieczorem zmieniłem opatrunek. Kolano było mocno spuchnięte. Miałem nadzieję, że kolejne dni przyniosą dalszą poprawę.

Kryzys

Niestety w piątek wszystko było dobrze, tylko jak leżałem. Podczas chodzenia miałem uczucie, że krew buzująca w kolanie zaraz rozsadzi mi nogę. Ciśnienie mijało po jakimś czasie przebywania w pozycji stojącej. Sobota nie przyniosła poprawy – noga wyglądała jak bania, a wycieczki do toalety powodowały ogromny ból w okolicach jednej z zaszytych ran. Po południu nie byłem w stanie w ogóle wstać, bo wyjście z łóżka kończyło się sinieniem stopy i zalaniem się potem. Sikanie do butelki, mycie zębów w misce… Współczuję wszystkim, którzy przez to przechodzili. Zadzwoniłem do mojego lekarza – powiedział, że nie jest to nic nadzwyczajnego, ale przydałaby się punkcja, żeby zmniejszyć obrzęk. Umówiliśmy się na wizytę w poniedziałek. Noc minęła dobrze dzięki środkom przeciwbólowym. Niedziela była jeszcze gorsza. Lód dawał ukojenie tylko na chwilę, a każde ułożenie nogi poniżej poziomu rozsadzało kolano. Wycieczka do toalety kończyła się pełzaniem po podłodze wlokąc za sobą nogę – wszystko, aby tylko ograniczyć ból. Wieczorem pierwszy raz od trzech dni coś drgnęło. Przy lekkim opuszczeniu nogi nic się nie zadziało, a opuchlizna minimalnie zmalała. Oby to był przełom – pomyślałem.

Ulga

rekonstrukcja aclW poniedziałek zgodnie z planem pojechałem na punkcję, ale okazało się, że w środku kolana jest sucho i wszystko goi się bardzo dobrze. Cierpienie powodował podskórny siniak koło szwu, który w tym miejscu był uciskany przy zwiększonym ciśnieniu krwi. Informacja o tym, że nie ma krwiaków, zakrzepów i ogólnie nieprawidłowości podbudowała mnie psychicznie. Z dnia na dzień robiło się coraz lepiej. Krótkie przechadzki o kulach były co prawda bolesne, ale dało się wytrzymać. Wreszcie mogłem zacząć napinać izometrycznie mięsień czworogłowy uda. Kryzys minął – teraz musiało być już tylko lepiej! W czwartek rano zdjęto mi szwy i tym samym zakończyła się “medyczna” część przygody z kolanem. Teraz wszystko w rękach rehabilitantki, a przede wszystkim mojej ciężkiej kilkumiesięcznej pracy…

O postępach związanych z powrotem do sportu będę pisać na bieżąco w osobnym wpisie. Co jakiś czas go zaktualizuję, więc zainteresowanych zapraszam do odwiedzin.

Film oraz zdjęcia z sali operacyjnej pochodzą ze strony doktora Macieja Ambroziaka.