W weekend zakończyła się nasza wakacyjna przygoda. Przez 15 dni pedałowaliśmy i dotarliśmy na południe Istrii w Chorwacji. Wyruszyliśmy 13 lipca z Bielska-Białej. Przejechaliśmy 1300 km, odwiedziliśmy 8 państw, wspięliśmy się 10 km w pionie, a przede wszystkim przeżyliśmy trochę przygód, których nigdy nie zapomnimy. Dużą nowością była relacja na żywo, którą prowadziliśmy z trasy. Dzięki temu codziennie widzieliście naszą pozycję na mapie oraz mogliście poczytać, co u nas słychać. Cieszę się, że się Wam podobało i tak licznie śledziliście nasze rowerowe poczynania. Codziennie interesowało się tym ponad 100 osób!

Dzień 1 Bielsko-Biała – Szczyrk Pośrednie

TRIP: 26,3 km • TIME: 2:04 • AVS: 12,7 km/h • MAX: 46 km/h • PRZEWYŻSZENIE: 496 m
Wieczór w barze u ZygiPodróż pociągiem to istny koszmar. Całe szczęście, że wsiadamy na Dworcu Wschodnim, bo tłum szturmujący wagony na Centralnym jest niewyobrażalny i na zapakowanie się z rowerem nie byłoby cienia szans. Tłoczymy się jak sardynki w puszce aż do Katowic. Potem się rozluźnia i we względnej wygodzie docieramy do Bielska-Białej z 20-minutowym opóźnieniem. Posilamy się w McDonald’s i o 22:30 ruszamy na trasę prologu. Do Szczyrku docieramy w niezłym czasie. Najtrudniejszy okazuje się być odcinek od dolnej stacji wyciągu na „Golgocie”. Droga momentami osiąga 15-procentowe nachylenie. Moi koledzy, którzy nie mają doświadczenia w jeździe po górskich szosach, są jednak pozytywnie zaskoczeni – stwierdzają, że mimo sakw nie jest tak ciężko. Jest cicho i spokojnie. Napawamy się szumem strumienia, odgłosami opon sunących po mokrym asfalcie. Co jakiś czas atmosferę mąci ryk silnika wyścigowego samochodu, którym ktoś postanowił w nocy zaliczyć odcinek specjalny na Salmopol. U naszego przyjaciela Zygi na stacji Pośrednie meldujemy się pół godziny po północy. Spędzamy bardzo miło kilka godzin na pogawędkach i o trzeciej zasypiamy na deskach podłogi baru „Pod rudym kotem”.

Dzień 2 Szczyrk Pośrednie – Veľké Rovné

TRIP: 87,1 km • TIME: 6:24 • AVS: 16,8 km/h • MAX: 67 km/h • PRZEWYŻSZENIE: 807 m
Po zdobyciu SalmopoluWstajemy po dziewiątej. Na zewnątrz słońce i wichura. Nagle w drzwiach pojawia się Zyga z patelnią jajecznicy. Jest obłędna. Po zaspokojeniu głodu, zbieramy cały majdan, żegnamy się z przyjacielem i o jedenastej jesteśmy gotowi do drogi. Szybko docieramy na Salmopol, ale nie ma się co dziwić – prawie cały podjazd pokonaliśmy wczoraj. Na przełęczy sprzedawca oscypków pyta:
– Skąd jedziecie?
– Z Bielska-Białej – odpowiadam.
– Eee, to blisko – wydaje się być zawiedziony, ale ciekawość powoduje, że drąży temat – a gdzie jedziecie?
– Do Chorwacji.
– Kurwa, powariowaliście!? – wykrzykuje z niedowierzaniem.
Robimy chwilę przerwy pod zajazdem Biały Krzyż. W tym czasie mija nas sporo kolarzy na szosówkach, którzy wykorzystują przełęcz do treningów. Za chwilę pędzimy już serpentynami w stronę Wisły. Belo jest zachwycony długim zjazdem – chyba nigdy wcześniej nie miał okazji przez tyle kilometrów gnać bez potrzeby pedałowania. Robimy krótki postój na zdjęcie pod skocznią imienia Adama Małysza i rozpoczynamy podjazd pod Zameczek. To legendarna droga, często wykorzystywana przez Czesława Langa przy planowaniu trasy na Tour de Pologne. Ciepłe powietrze i promienie słońca nie zapowiadają, że pogoda ma jeszcze dziś ulec zmianie. Ostatni odpoczynek w Polsce robimy przy sklepie w Istebnej. Zaopatrujemy się w łakocie i opuszczamy granice naszego kraju. Do Jablunkova w Czechach mamy 10 km z górki. A potem dla zachowania równowagi długi, łagodny podjazd do popularnego ośrodka narciarskiego Mosty u Jablunkova. Długo nie gościmy w Czechach i za chwilę mijamy granicę ze Słowacją. Czeka nas dziś jeszcze jeden podjazd, ale zanim się z nim zmierzymy, postanawiamy nabrać sił. Znajdujemy małą knajpę w miejscowości Turzovka. W poszukiwaniu miejsca na noclegMamy idealne wyczucie czasu – tylko zasiadamy pod parasolami i zaczyna lać. Deszcz nie przeszkadza nam w degustowaniu znakomitego słowackiego piwa i porcji makaronu. Jest więc siła na walkę ze stromizną. Nachylenie sięgające momentami 12% daje w kość (to już czwarta przełęcz tego dnia). Robi się bardzo zimno i mokro. Po wjechaniu do Vysokiej nad Kysucou zaczynamy rozglądać się za noclegiem, ale nie jest to sztuka łatwa, bo wzdłuż drogi wszędzie są domy. Udaje się za miejscowością Veľké Rovné. Przechodzimy boso przez rzeczkę i rozbijamy namiot w narożniku boiska piłkarskiego. Po kąpieli przy użyciu wilgotnych chusteczek, raczymy się jeszcze złocistym napojem, zadajemy sobie zagadki logiczne i o 22:30 zasypiamy przy akompaniamencie kropel uderzających w tropik namiotu.

Dzień 3 Veľké Rovné – Trenczyn

TRIP: 77,1 km • TIME: 3:44 • AVS: 20,6 km/h • MAX: 54 km/h • PRZEWYŻSZENIE: 220 m
Zamek w TrenczynieW nocy mocno pada, ale na szczęście rano przestaje. Termometr pokazuje 15 kresek powyżej zera, więc nie jest źle. Praktycznie przez cały dzień mamy z górki – oprócz jednego sztywnego podjazdu na trasie jedzie się bez użycia dużej siły. Taki luźniejszy etap jest nam jak najbardziej na rękę – odpoczniemy po przełęczach i nie zajedziemy się przed zaplanowanym na jutro długim etapem do Bratysławy. Jazdę przeplatamy długimi postojami. Najpierw zatrzymujemy się w Nimnicy na drugie śniadanie. Belo korzysta z dobrodziejstw bierzącej wody i myje sobie krocze w umywalce. Po kolejnych kilkunastu kilometrach dojeżdżamy do miejscowości Pruske. Ludzie spacerują ospale w niedzielne senne popołudnie. Nam też udziela się ta atmosfera. Zasiadamy na drewnianych ławach jednego z barów na rynku i łechtamy podniebienia cudnym lanym Złotym Bażantem. Co za rozkosz. Bez forsowania tempa wdrapujemy się na niewielkie wzniesienie, z którego widać Trenczyn – cel naszej dzisiejszej podróży. Sidor i Belo ucinają sobie drzemkę, a ja podziwiam miasto z lotu ptaka i jednocześnie zasłuchuję się w utworze „Islands” zespołu King Crimson. Jest naprawdę błogo. Sielanka kończy się po kilkudziesięciu minutach. Przy wjeździe do miasta uwagę zwracają nietypowe jupitery stadionu FK AS Trenčín – śmiejemy się, że to kolejna perełka architektoniczna wybudowana przez Bela. Zatrzymujemy się na bardzo ładnie położonym kempingu (po 5 € od osoby). Znajduje się nad samą rzeką, a z namiotów można podziwiać zamek górujący nad miastem. I właśnie do zwiedzenia tego obiektu zachęcam wieczorem moich kompanów. Niestety docieramy tam dokładnie w momencie, kiedy zamykają wejście. Jemy kolację na starówce, w drodze powrotnej zatrzymujemy się jeszcze w lokalnej pijalni piwa i szybko zasypiamy. Pobyt na kempingu na pewno zbawiennie wpływa na stan naszej higieny, bowiem nie kąpaliśmy się od Warszawy.

Dzień 4 Trenczyn – Bratysława

TRIP: 131,9 km • TIME: 6:39 • AVS: 19,9 km/h • MAX: 58 km/h • PRZEWYŻSZENIE: 648 m
Pofalowana droga do BratysławyBelo zarządza pobudkę o szóstej rano. Przystajemy na jego postulat, ponieważ czeka nas dziś najdłuższy etap podczas całej wyprawy. O 8:30 jesteśmy gotowi do drogi. Śniadanie spożywamy pod Kauflandem na drodze wylotowej z Trenczyna. Konsumpcję umila nam konwersacja z lokalnymi bejami, którzy wpadli na poranne piwko do sklepu. Są bardzo przyjaźni, a jeden z nich nosi bejsbolówkę z haftem „I love Jesus”. Robię im zdjęcie na pożegnanie i ruszamy w stronę stolicy Słowacji. Przez pierwszą część dnia jedziemy bardzo malowniczą, krętą, leśną drogą. Spore wrażenie robią na nas ruiny zamku Beckov. Wygląda na twierdzę, którą nie łatwo było zdobywać. Pionowa skała musiała być sporym wyzwaniem dla rycerzy szturmujących ten obiekt. Skręcamy na południe i dość długo jedziemy monotonną drogą. Robimy kilkunastominutowy postój na ławkach przy cmentarzu. Coraz bardziej się rozwiewa, a chwilowe boczne podmuchy są tak silne, że przesuwają rower o dobry metr. Gdy wicher atakuje od frontu, ciężko jest jechać. W Krakovanach odbijamy na zachód. Teren staje się mocno pofałdowany. Dość strome, krótkie podjazdy dają w kość. Spory ruch ciężarówek nieco przeszkadza w napawaniu się atrakcyjnymi widokami kolorowych pól. Dopiero od miejscowości Trstin samochodów robi się znacznie mniej i komfort podróży znacznie wzrasta. Na obiad stajemy w okolicach Smolenic. Wiatr inspiruje Sidora i Bela do marzeń o kitesurfingu. Na chwilę przenosimy się na brazylijską plażę, ale z hamaka na Copacabana brutalnie ściąga nas kelnerka serwując pyszne spaghetti i brzdąkając kuflami z piwem. Posileni ruszamy w dalszą drogę. 20 kilometrów przed Bratysławą dopada nas deszcz. Odczekujemy chwilę pod dachem, a gdy opad maleje postanawiamy jechać. Niestety ulewa nie okazuje się naszym jedynym problemem. Jesteśmy już prawie u celu, gdy nagle Belo wpada w dziurę i z jego koła wydobywa się złowieszcze psss. Na domiar złego obręcz nie wytrzymuje tego uderzenia i dostaje sporego „bicia” na boki. Jest już po osiemnastej, więc nie udaje nam się znaleźć serwisu i musimy poczekać z naprawą do rana. Rozpinamy tylny hamulec i jedziemy do akademika Svoradov w poszukiwaniu noclegu. Po drodze jeszcze kierowca trolejbusu, który okazuje się być skończonym kretynem, próbuje mnie rozjechać, spychając na chodnik. Doganiam go i solidnym ciosem w bok pojazdu daję do zrozumienia, że nie zachował się zbyt ładnie. Po ostudzeniu emocji rozpakowujemy bagaże pod domem studenckim, pełniącym w wakacje rolę hostelu dla turystów. Nocowałem tu podczas wyprawy z Zastrzykiem w 2005 roku i pamiętam, że było bardzo tanio. Zmiana waluty nieco pogorszyła ten stan rzeczy i każdy z nas stał się uboższy o 15 €. W oczekiwaniu na Bela, który jeszcze próbował znaleźć serwis, rozstawiamy z Sidorem mokry namiot w korytarzu akademika. Bierzemy gorący prysznic i ruszamy na starówkę. Kosztujemy po raz ostatni słowackiego piwa, jemy kolację i wracamy, aby zregenerować siły po wyczerpującym dniu. Noc jest znowu chłodna, taka zupełnie niewakacyjna.

Dzień 5 Bratysława – Balf

TRIP: 108,0 km • TIME: 6:44 • AVS: 16,1 km/h • MAX: 49 km/h • PRZEWYŻSZENIE: 401 m

Dzień 6 Balf – Pankasz

TRIP: 125,6 km • TIME: 6:52 • AVS: 18,3 km/h • MAX: 49 km/h • PRZEWYŻSZENIE: 454 m

Dzień 7 Pankasz – Lenti

TRIP: 47,7 km • TIME: 3:00 • AVS: 15,9 km/h • MAX: 40 km/h • PRZEWYŻSZENIE: 173 m

Dzień 8 Lenti – Benkovec

TRIP: 93,2 km • TIME: 4:49 • AVS: 19,4 km/h • MAX: 56 km/h • PRZEWYŻSZENIE: 310 m

Dzień 9 Benkovec – Podgorje pod Sevnicni

TRIP: 88,1 km • TIME: 5:08 • AVS: 17,1 km/h • MAX: 69 km/h • PRZEWYŻSZENIE: 1373 m

Dzień 10 Podgorje pod Sevnicni – Lipe

TRIP: 109,8 km • TIME: 5:10 • AVS: 21,3 km/h • MAX: 50 km/h • PRZEWYŻSZENIE: 448 m

Dzień 11 Lipe – Postojna

TRIP: 74,9 km • TIME: 4:40 • AVS: 16,1 km/h • MAX: 57 km/h • PRZEWYŻSZENIE: 1109 m

Dzień 12 Postojna – San Lorenzo

TRIP: 81,5 km • TIME: 4:46 • AVS: 17,1 km/h • MAX: 70 km/h • PRZEWYŻSZENIE: 1015 m

Dzień 13 San Lorenzo – Lanterna

TRIP: 101,0 km • TIME: 5:40 • AVS: 17,8 km/h • MAX: 71 km/h • PRZEWYŻSZENIE: 1490 m

Dzień 14 Lanterna – Umag – Lanterna

TRIP: 62,9 km • TIME: 4:00 • AVS: 15,7 km/h • MAX: 66 km/h • PRZEWYŻSZENIE: 455 m

Dzień 15 Lanterna – Pula

TRIP: 105,7 km • TIME: 5:35 • AVS: 18,9 km/h • MAX: 53 km/h • PRZEWYŻSZENIE: 868 m

MAPA I STATYSTYKA

DZIEŃ TRASA PAŃSTWA DYSTANS [km] AVS [km/h] CZAS [hh:mm] MAX [km/h] PODJAZDY [m]
1 Bielsko-Biała – Szczyrk Pośrednie Polska 26,3 12,7 02:04 46 496
2 Szczyrk Pośrednie – Veľké Rovné PolskaCzechySłowacja 87,1 16,8 06:24 67 807
3 Veľké Rovné – Trenczyn Słowacja 77,1 20,6 03:44 54 220
4 Trenczyn – Bratysława Słowacja 131,9 19,9 06:39 58 648
5 Bratysława – Balf SłowacjaAustriaWęgry 108,0 16,1 06:44 49 401
6 Balf – Pankasz WęgryAustria 125,6 18,3 06:52 49 454
7 Pankasz – Lenti Węgry 47,7 15,9 03:00 40 173
8 Lenti – Benkovec WęgrySłoweniaChorwacja 93,2 19,4 04:49 56 310
9 Benkovec – Podgorje pod Sevnicni ChorwacjaSłowenia 88,1 17,1 05:08 69 1373
10 Podgorje pod Sevnicni – Lipe Słowenia 109,8 21,3 05:10 50 448
11 Lipe – Postojna Słowenia 74,9 16,1 04:40 57 1109
12 Postojna – San Lorenzo SłoweniaWłochy 81,5 17,1 04:46 70 1015
13 San Lorenzo – Lanterna WłochyChorwacja 101,0 17,8 05:40 71 1490
14 Lanterna – Umag – Lanterna Chorwacja 62,9 15,7 04:00 66 455
15 Lanterna – Pula Chorwacja 105,7 18,9 05:35 53 868
SUMA Bielsko Biała – Pula PolskaCzechySłowacjaAustriaWęgrySłoweniaChorwacjaWłochy 1321 (88/dzień) 17,6 75:15 71 10267

ZAPIS RELACJI LIVE

  • Witamy w kraju. Upał, jak w Chorwacji… Szkoda, że to już koniec naszych wakacji. (28 lipca, 2012)
  • Tymczasem pozdrawiamy z Wiednia. Tschus! (28 lipca, 2012)
  • Wczoraj mieliśmy ostatni etap z Lanterny do Puli. 105 km w palącym słońcu. Udało się. Pokonaliśmy w sumie 1300 km. (28 lipca, 2012)
  • Smakowaliśmy też lokalnych delikatesów. Najwięcej pochłaniał oczywiście Belo, wyposzczony po lightboxach :) (28 lipca, 2012)
  • Dokładnie spenetrowaliśmy zachodnie wybrzeże Istrii. Najbardziej podobało nam się w Rovinj. Piękne miasteczko. (28 lipca, 2012)
  • Witamy ponownie po killkudniowej przerwie! Wczoraj zakończyliśmy wyprawę pod amfiteatrem w Puli. (28 lipca, 2012)
  • http://t.co/vBK7e7OO (25 lipca, 2012)
  • No i zaliczyłem upadek. Zjazd z Motovunu był koszmarnie śliski. Efekt: zeszlifowane biodro i bark. Dobrze, że tylko to… (25 lipca, 2012)
  • Żeby nie było Wam przykro, taka informacja – leje u nas. (25 lipca, 2012)
  • Siedzimy właśnie na piwie w pięknym miasteczku Motovun na szczycie góry. Do morza zostało nam 35 km. (25 lipca, 2012)
  • Mieliśmy małe problemy na granicy, ponieważ zaplanowane przejście nie było międzynarodowe i nas nie puścili. Nadrobiliśmy 20 km. (25 lipca, 2012)
  • Belo ma nową ksywkę zaczerpniętą z chorwackiej waluty – jest jak wielka dzika kuna. Nie do poskromienia na podjazdach! (25 lipca, 2012)
  • Belo był zawiedziony Predjamskim Gradem, bo zamek nie jest wykuty w skale, tylko zbudowany pod skałami :) (25 lipca, 2012)
  • …i jeszcze Skocjanska Jama :) Cud natury? http://t.co/P0yVwk0t (25 lipca, 2012)
  • Dla pobudzenia wyobraźni, co wczoraj oglądaliśmy… Predjamski Grad – zamek w wykuty skale. http://t.co/Y4HeJMug (25 lipca, 2012)
  • Za chwilę wjedziemy do Chorwacji maleńką górską drogą. Jeszcze czekają nas dwa podjazdy. Pozdrawiamy! (25 lipca, 2012)
  • Dziś upalny dzień na Istrii. Wieczorem wykąpiemy się w morzu, więc cel wyprawy zostanie osiągnięty :) (25 lipca, 2012)
  • Wczoraj stuknął nam tysiąc kilometrów od wyjazdu z Bielska. (25 lipca, 2012)
  • Dziś dystans nieco mniejszy, ale za to dwie atrakcje. Najpierw Predjamski Grad, a potem zwiedzanie Skocjanskiej Jamy. Jaskinia – szok! (24 lipca, 2012)
  • Siedzimy w restauracji na szczycie góry. Widać morze, Triest i serpentyny na kamienistych zboczach. Coś pięknego! (24 lipca, 2012)
  • Wpadliśmy na chwilę do Włoch na spaghetti. A co – byliśmy blisko, to odwiedziliśmy kolejny kraj. (24 lipca, 2012)
  • Ciepły prysznic po 4 dniach jest przyjemny, ale ja wolę kąpiel w górskiej rzece… Tęsknimy za noclegami na dziko. (23 lipca, 2012)
  • Zawiódł nas nieco park narodowy Rakov Skocjan. Spodziewaliśmy się cudów, a było po prostu ładnie. (23 lipca, 2012)
  • Zaliczyliśmy najdłuższy podjazd naszej wyprawy. W dodatku zaliczyliśmy Cima Coppi – sprawdźcie w google’u co to jest :) (23 lipca, 2012)
  • Dziś wreszcie pogoda nam dopisała. Dojechaliśmy do kempingu niedaleko Postojnej. (23 lipca, 2012)
  • Teraz siedzimy na sianie w szopie i jest fantastycznie. Dobrej nocy! (22 lipca, 2012)
  • Zrobiliśmy dziś kolejne 110 km. Śpimy na polu 10 km za Ljubljaną. Z jednej strony oświetlony klasztor, z drugiej wysokie góry. Bajka! (22 lipca, 2012)
  • Prawie cały dzień lało. Raz mocniej, raz słabiej. Dopiero pod wieczór wyszło słońce i piękna tęcza. (22 lipca, 2012)
  • Udało nam się ruszyć na rowery o 12:30. Cały dzień jechaliśmy wzdłuż rzeki Sawy, świetnymi małymi dróżkami. (22 lipca, 2012)
  • Może trochę statystyki. Pokonaliśmy już dystans 785 km i prawie 5 km przewyższenia. Odwiedziliśmy 7 państw. (22 lipca, 2012)
  • Dziś planowaliśmy dotrzeć kawałek za Ljublianę. Zobaczymy czy się uda… (22 lipca, 2012)
  • Wczoraj bardzo zmokliśmy. Ostatni 10-kilometrowy podjazd pokonywaliśmy w strugach deszczu przy 13st.C. (22 lipca, 2012)
  • Właśnie obudził nas deszcz. Nie jakiś tam kapuśniaczek, tylko oberwanie chmury. Namioty od Alpinusa dają radę. Czekamy… (22 lipca, 2012)
  • Jeszcze o noclegu: spaliśmy na dziko 5km za Lepoglavą. Znaleźliśmy wielką polanę otoczoną drzewami. Gdzie dziś rzuci nas los? (21 lipca, 2012)
  • Tylko pogoda dziś zawodzi. Cały dzień jest zimno, a teraz zaczęło padać. Szkoda, bo słońce dodałoby kolorytu widokom. (21 lipca, 2012)
  • Wczoraj dołączył do nas Laska i od razu trafił na odcinek nazwany przez nas „zębami rekina”. (21 lipca, 2012)
  • Witamy ze Słowenii. Dziś męczący górski etap. Zwiedziliśmy bardzo ładny chorwacki zamek Velki Tabor. (21 lipca, 2012)
  • Wjechaliśmy w chorwackie góry. Zmiana krajobrazu. Pusto, ciepło, dziko. Piękne, wąskie asfalty w lesie. Badziemy spać kawałek za Lepoglavą. (20 lipca, 2012)
  • Kolejne meldunki będą, jak wjedziemy do Słowenii, bo jutro nocujemy w Chorwacji, a transfer danych tam drogi. Pozdrawiamy! (19 lipca, 2012)
  • Śpimy na super kempingu w Lenti, tuż przy granicy ze Słowenią. Byliśmy tu podczas wyprawy w 2006 r. (19 lipca, 2012)
  • Szybkiej jeździe nie sprzyjała też temperatura. Często termometr wskazywał 40 st. C! (19 lipca, 2012)
  • Na rowerze za to dzień relaksu. Do Lenti mieliśmy tylko 47 km i przejechaliśmy je w ślimaczym tempie. Potrzebowaliśmy nieco relaksu. (19 lipca, 2012)
  • Za to o 8 Belo otworzył namiot, a tam idzie człowiek z widłami prosto na nas. Okazał się być bardzo przyjazny :) (19 lipca, 2012)
  • Rano o 5 obudziło nas szczekanie psa. Chyba myśliwy szedł na polowanie. Dobrze, że nie miał ochoty na konfrontację z nami… (19 lipca, 2012)
  • Nie obyło się bez awarii. Belo stracił szprychę w tylnym kole. Usterkę naprawili w Szombathely. (18 lipca, 2012)
  • Śpimy na dziko na polu koło miejscowości Pankosz. Jest pięknie. Gwiazdy na niebie, a zwierzęta grasują w lesie. (18 lipca, 2012)
  • Dziś kolejne 125 km przez węgierskie szosy. Pogoda cudowna – sama radość tak podróżować. (18 lipca, 2012)
  • Życzymy dobrej nocy dla wszystkich którzy śledzą nasze poczynania. Trzymajcie kciuki za dalszy przebieg wyprawy! (17 lipca, 2012)
  • Jak ostatni frajerzy wyciągnęliśmy z bankomatu za dużo forintów, bo nie znaliśmy przelicznika. (17 lipca, 2012)
  • Cały dzień jechaliśmy super ścieżkami rowerowymi przez Austrię. Winnice, pola słoneczników… Tylko ten wicher w pysk! (17 lipca, 2012)
  • Mimo przeciwności losu dotarliśmy do miejscowości Balf. Śpimy w pensjonacie Krokodil, bo kemping jest nieczynny. (17 lipca, 2012)
  • Rozpoczęliśmy naszą wyprawę w piątek trzynastego. Czy to dlatego? (17 lipca, 2012)
  • Czy można oszukać przeznaczenie? Zacząl nas prześladować pech. Awarie, huraganowy wiatr, kontuzje… (17 lipca, 2012)
  • Poniżej widzicie powiększenia satelitarne naszej obecnej pozycji. Właśnie odwiedzamy słowackiego ministra kultury… :) http://t.co/7Ewf1Qhf (17 lipca, 2012)
  • No i mamy pierwszą awarię. Tuż po wjeździe do Bratysławy Belo wpadł w dziurę. Efekt: guma i scentrowane koło. Jutro serwis. (16 lipca, 2012)
  • Wciągnęliśmy spaghetti w Smolenicach, więc nie powinno zabraknąć mocy aż do stolicy Słowacji. (16 lipca, 2012)
  • Wiatr zainspirował Sidora i Bela do marzeń o kitesurfingu. Na chwilę przenieśliśmy się na brazylijską plażę… (16 lipca, 2012)
  • Do Bratysławy zostało nam 55 km. Teren mocno pofałdowany, więc nie mamy zawrotnego tempa. (16 lipca, 2012)
  • Dziś toczymy nierówną walkę z żywiołem. Strasznie wieje oczywiście w pysk. (16 lipca, 2012)
  • Informacja dla Knurka – Belo cały czas jeździ w kasku :) miłego wieczoru! Kolejne meldunki jutro. (15 lipca, 2012)
  • Wszyscy w dobrej formie. Jutro czeka nas cięższy dzień – 130 km do Bratysławy. (15 lipca, 2012)
  • Trenczyn jest pięknym miastem. Niestety nie udało nam się zobaczyć zamku od środka, bo akurat go zamknęli. (15 lipca, 2012)
  • Pada deszcz. Jakby dawno go nie było… Zrobiliśmy pranie, więc jest nam to nie na rękę. (15 lipca, 2012)
  • Dziś leniwy dzień. Powoli opuszczamy góry. Słońca brak. Aktualnie degustujemy Zlatego Bazanta prosto z beczki :) (15 lipca, 2012)
  • We wczorajszej informacji pomylilem Trinec z Trencinem. Jedziemy oczywiście do słowackiego miasta. (15 lipca, 2012)
  • W ogóle bawimy się świetnie i pozdrawiamy wszystkich, którzy śledzą nasze poczynania! (14 lipca, 2012)
  • Nie kąpaliśmy się od Warszawy. Niestety rzeczka w okolicy jest brudna. Dobrze, że jutro będziemy spać na kempingu :) (14 lipca, 2012)
  • Dziś pokonaliśmy trzy przełecze. Jutro łatwiejszy dzień – powinniśmy dotrzeć do Trinca. (14 lipca, 2012)
  • Ale leje! Rozbiliśmy namiot na boisku piłkarskim za miejscowością Velke Rovne. (14 lipca, 2012)
  • Do zobaczenia w Ojczyźnie za 15 dni! http://t.co/o8CMRuM7 (14 lipca, 2012)
  • Ostatnie zakupy za złotówki w Istebnej. Za chwilę kawałek przez Czechy, a potem Słowacja! (14 lipca, 2012)
  • Podjazd na Kubalonkę przez Zameczek znacznie trudniejszy niż Salmopol. Ale za to słońce pięknie świeci. (14 lipca, 2012)
  • Biały Krzyż zdobyty! (14 lipca, 2012)
  • Jesteśmy na miejscu. Poszło gładko. Temperatura 10 st. Teraz herbata i piwko u Zygi. Dobranoc. (13 lipca, 2012)
  • Dotarliśmy na dół Golgoty. Przed nami najostrzejsze 4,5 km. (13 lipca, 2012)
  • Pociąg ma 25 minut opóźnienia. Na zewnątrz zimno i mokro. Za chwilę ruszamy! (13 lipca, 2012)
  • W przedziale siedzi dziadek. Szkoda, że ostatni raz kąpał się ze 2 tyg. temu… Cała okolica nie może oddychać. Droga przez mękę. (13 lipca, 2012)
  • W pociągu istny armageddon. Ludzie nabici na korytarzu jak sardynki w puszce. Gdybyśmy nie wsiedli na wschodnim, to byłaby klapa. (13 lipca, 2012)
  • Dziś cel Szczyrk. Jakbyście nie wiedzieli u kogo się zatrzymamy, poczytajcie tutaj: http://t.co/tzTgHcIj Odjazd ze Wschodniej o 16.55! (13 lipca, 2012)
  • Szampon, żel pod prysznic i proszek do prania w jednym – przez najbliższe 2 tygodnie rządzi biały wielbłąd! :) http://t.co/exzKg4f2 (13 lipca, 2012)
  • Mam nadzieję, że wszyscy zabrali ciepłe rzeczy. Dziś wieczorem w Szczyrku temp. odczuwalna 6°C, ale za to bez deszczu. http://t.co/hw6YXx5O (13 lipca, 2012)
  • Bilety na pociąg kupione. Startujemy o 16:55 z Dworca Wschodniego IR „Skrzyczne”. (12 lipca, 2012)
  • Dziś kolarze w TdP podjeżdżali pod Zameczek. Sprawdzimy co czuli już pojutrze :) (12 lipca, 2012)
  • Naszym pierwszym podjazdem będzie Przełęcz Salmopolska (934 m n.p.m.). Zobaczcie jak wygląda: http://t.co/baWYxG4M (12 lipca, 2012)
  • Jutro wieczorem prolog: Bielsko-Biała-Hala Pośrednia w Szczyrku. Szykuje się niewielki opad deszczu. http://t.co/0b74mGG3 (12 lipca, 2012)
  • Od dziś na stronie eurower.pl możecie śledzić, co dzieje się na naszej wyprawie nad Adriatyk. Będziemy codziennie pisać! (12 lipca, 2012)
  • Jutro ruszamy na wakacyjną wyprawę rowerową nad Adriatyk! Przetestowaliśmy już „na sucho” namioty Alpinusa. http://t.co/WLBD6zqO (12 lipca, 2012)
  • Knur

    Pamiętaj Kropeczko, zakładaj kask na zjazdach!!! :)))

  • Czekam na Was z pępkowym!

  • PIOTR

    pełen szacun , trzymam kciuki za realizację pomysłu !!!

  • tiger

    Kropeczka to pies którego chomik ciągnie w przyczepce za rowerem czy co ??

  • Knur

    Tiger, Kropeczka to Belo żółtodziobek i mam nadzieję że nikt go w przyczepce nie będzie ciągnął :))

  • Żaba

    no panowie, Wy walczcie z żywiołami, a Pan Żabka z przyjemnością się zaopiekuje Waszymi kobitami :) :) :)
    ps. czekam na kolejne wpisy :)

  • tiger

    a tak ( ) mówiąc jestem ciekaw czy Sidor zrobił bazę o której gaworzyliśmy na sylwka :D?

  • tiger

    Ciekawostka- Jesteście na wysokości St. Polten miejscu urodzenia Czoksona

  • TAMA

    Kropeczko, na przyszłość omijaj dziury!
    Niestety, każda awaria zabiera cenny czas uwzględniony w planach wyprawy. My w czerwcu na Wyspach Alandzkich zaliczyliśmy aż 6 przebitych dętek i z tej przyczyny musimy jeszcze kiedyś wrócić do Helsinek, bo w tym roku nie było nam dane wystarczająco ich poznać. Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Powodzenia na dalszej trasie i żeby wiatr wiał w plecy!

  • Żaba

    widzę, że nasz Belmondziak się zmęczył i trzeba było jakoś odpocząć :) Pamiętajcie, moi drodzy, na wszelkie urazy najlepszy jest okład z młodych piersi w polewie chmielowej!!!
    Pozdrawiamy i czekamy na kolejne wpisy :)

  • drzymer

    Sidor – nie szarp peletonu i nie mecz zbytnio Bela i Czomiego ucieczkami;) Powodzenia!

  • Każdy pretekst jest dobry, aby przedłużyć pobyt na Słowacji i walić browary.

  • TAMA

    Micho, nie martw się nadmiarem forintów, bo my prawdopodobnie wyskoczymy na sierpniowy weekend do Budapesztu – lotnisko w Modlinie kusi promocyjnymi biletami :) Świetny pomysł z tą relacją!

  • eeeeee, oni już prawie na miejscu… do kitu taka wyprawa.

  • Dobra, to sam się namówiłem.
    Napiszę co i jak wczoraj, bo potem nikt mi nie uwierzy.
    Godz. 16.45. Dzwoni Belo. Odbieram. Mówi Chomik i w śmiech, choć zapewne do śmiechu mu wcale nie było. Koło szykuj bo masz rozeznanie wśród koleżków z branży: do treka, 28 cali, 36 szprych, dobra piasta, aha i do fałek. Więc ja za telefon i dzwonię. Tu zlewka, tam zlewka i ówdzie zlewka. Bo kto w końcu jeździ na rowerze z taką specyfikacją… ;) Ponieważ i tak Laska planował start z Wawy ok. 18.00, więc z zapleceniem koła na szybko niewielkie prawdopodobieństwo.

    No ale wydzwoniłem kolegę co to zawiaduje serwisem w śląskim skiteamie i coś tam miał ogarnąć. Kontakt utrudniony, bo właśnie się wspina gdzieś na Baranią Górę, czy gdzieś tam depcze górę jakąś butami ciężkimi. Do tego bateria mu siada i w ogóle. Psssssst (to dźwięk mojego SMS-a, tak jakby ktoś browa po cichu w kinie odpalał – Chomik mi taki ustawił). Czytam ja i co czytam? Otóż koło się plecie. Trzeba je tylko odebrać. W Czeladzi. No więc już zaczynam dzwonić do Knura, coby podała namiar Lasce, a tu drugie psssst. I co ja czytam? I czyim oczom nie wierzę? Swoim. A psssst od Bela brzmi: „Akcja z kolem odwolana. Dzieki. Belo”. No to ja kręcę do Ola na Baranią, a tam cisza. Że nie korzysta z usługi. Odkręcanie sprawy jest trudniejsze niż jej załatwianie. Powiadam Wam.
    Nic to. Będę sobie posiadał koło do treka, 28 cali, 26 szprych na fajnej piaście pod fałki. Na ścianie se powieszę. Tylko jeszcze do Czeladzi muszę się kopnąć.

    to w ramach dowcipu…
    d. vel g.

  • tiger

    Mój Padre na takim sprzecie jeździ jak odstąpisz w fajnej cenie może wychapie

  • Knur

    Już wiem co to jest Cima Coppi, wujek google mi powiedział :))

  • Żaba

    Majki, uważajcie na pożary :) podobno pół Chorwacji spalone :)
    ps. tez ide do wujka sprawdzić co to Cima Coppi

  • tiger

    CimaCoppi to taki Souvenir Henri Desgranges

  • TAMA

    Na jakiej wysokości był Wasz Cima Coppi?
    Aż trudno uwierzyć że Wy jeszcze macie siły…

  • Knur

    Może nie mają już siły, siedzą od tygodnia na plaży, piją browary i śmieją się z nas że wierzymy w te wszystkie wpisy… :))

  • Ania

    Podziwiam,podziwiam i jeszcze raz podziwiam !!! Az trudno uwieżyc w to co dokonaliście.Najbardzej podziwiam tego co zza biurka przesiadł się na rower i udało mu się !!!

  • Ania

    Tak się spieszyłam ,ze popełniłam bląd za co bardzo przepraszam.

  • Który to przy biurku przesiaduje?

  • TAMA

    Dlaczego mamy taką długą przerwę w relacji? Chyba nie czekacie z pisaniem do następnych rannych?

  • Knur

    Typuję Laskę bo chyba nie chodzi o mojego majstra? :))) Chłopcy dotarli do samego koniuszka na mapie! BRAWO!

  • tiger

    No do polski widze dobre tempo narzuciliscie

  • Laska

    Pewnie o mnie albo Sidora, ale to nie moja Ania pisała więc nie wiemy o kogo chodzi :)

  • @Laska: Ze źródła (od autorki komentarza) wiem, że chodziło o Sidora :)

  • Ernest

    Super :) ! Za rok jadę z Wami :) !

  • tiger

    za rok wyprawa na motorowerach bo chłopcy sie starzeją
    :D