Egzotyczna Polska – piękne określenie na wschodnie kresy naszego kraju. Czas płynie tam wolniej, niż gdzie indziej, w wielu miejscach nie ma gróg asfaltowych, tereny są wspaniałe, nieodkryte i mało zaludnione. To bardzo cenię w turystyce rowerowej – odcięcie się od cywilizacji i obcowanie z naturą!

Do trzydniowego wypadu w te rejony skłoniła mnie lektura materiałów ze strony www.exoticpoland.info. Chwała autorowi za dokładne opisanie różnych wariantów tras rowerowych i świetne mapy! Nasz plan był taki, żeby zobaczyć ciekawe miejsca na trasie, wypróbować sprzęt przed zbliżającym się wyjazdem do Chorwacji i po prostu na 3 dni oderwać się od Warszawy. Wyjechaliśmy w czasie, gdy w Polsce panowały największe upały, przez co drogi gruntowe były wyjątkowo piaszczyste. Sprzęt spisał się bardzo dobrze, nie mieliśmy żadnych awarii, a trasa i spotkani ludzie wywarli na nas duże wrażenie. W przyszłości na pewno będziemy kontynuować zwiedzanie egzotycznych zakątków Polski!

Termin wyprawy: 26-28.07.2006 r.

W wyprawie uczestniczyli:
Michał Szypliński (Chomik) | Agnieszka Sikorska (Pasio) | Wiktor Filip

RELACJA DZIEŃ PO DNIU

DZIEŃ 1 Hajnówka – Kruszyniany

Pociąg z Warszawy do Hajnówki jest wręcz wymarzony dla rowerzystów. Mimo, że nie ma w nim przedziału ze specjalnymi uchwytami, ma szerokie wejścia i dużo miejsca w środku, więc nie trzeba zdejmować bagażu z roweru. Poza tym skład (przynajmniej ten, którym jechaliśmy) był prawie pusty. Po wysiadce o 11:40 udaliśmy się szosą do Białowieży. Tam zjedliśmy śniadanie w parku przy centrum edukacji. Zagraliśmy w gry przeznaczone do nauki o przyrodzie i ruszyliśmy w stronę Narewki. Niestety asfalt się skończył i zaczęła się droga szutrowa przez las, ze znienawidzoną przez rowerzystów „tarką”, ale pozwalała na dość szybką jazdę. Na nieszczęście Agnieszkę zaczęła strasznie boleć pupa i na następnym postoju zmieniliśmy nieco kąt siodełka, ale na niewiele się to zdało. Była też kąpiel w zalewie Siemianówka i piwko. O 17:15 ruszyliśmy dalej szlakiem przez las. Ze względu na suszę było bardzo dużo piachu, ale humory jeszcze dopisywały. Asfaltem dotarliśmy do Jałówki, gdzie odpoczęliśmy przy kościele. Do celu zostały nam 24 km, ale nikt z nas nie spodziewał się jaka męka nas czekała. Miejscowy gospodarz spytał dokąd zmierzamy i jak usłyszał, że do Kruszynian odpowiedział „z Bogiem”. Zrobiło się naprawdę ciężko. Droga była nierówna, strasznie piaszczysta, a w dodatku wciąż góra-dół. Cały czas jechaliśmy tuż przy granicy białoruskiej. Po 16 km katorgi mieliśmy serdecznie dość rowerów… Po krótkim postoju w Bobrownikach przy kolejce tirów oczekujących na granicy pojechaliśmy dalej. Zostało 8 km. Najcięższe 8 km! Po drodze, chyba w nagrodę za trud, zobaczyliśmy łosia! Stał tuż przed nami na drodze dobre kilkanaście sekund, ale zanim zdążyłem wyjąć aparat pogalopował w las. Potem była jeszcze hodowla gęsi i slumsy w Łużanach. Zmęczeni dotarliśmy do celu. Dodam tylko, że średnia na ostatnich 24 km wyszła nam około 7 km/h! Zatrzymaliśmy się w „Tatarskiej Jurcie” w Kruszynianach. Bardzo miły gospodarz pozwolił nam rozbić namioty (nie biorąc za to ani złotówki) i ugościł jadłem, jakiego jeszcze nie znaliśmy. Były kartacze ze świeżym mięsem, rosołek oraz pierekaczewnik (zawijaniec z ciasta z mięsem i serem). Smaku herbaty z zerwanymi liśćmi mięty nigdy nie zapomnę! Coś wspaniałego! Mimo chłodnej nocy wzięliśmy „prysznic” pod szlauchem i o 23:30 padliśmy w namiotach.

DZIEŃ 2 Kruszyniany – Augustów

Obudziliśmy się o 6:30. Słońce prażyło tak mocno, że nie dało się wytrzymać w namiocie. Polewaliśmy się lodowatą wodą ze szlaucha – wspaniałe orzeźwienie! Poleżeliśmy do 9 na karimatach wygrzewając się w promieniach słońca i zwinęliśmy obóz. To miał być bardzo ładny dzień – cały czas asfaltem, po drodze kilka ciekawych miejsc do zwiedzenia… Jak się okazało było potwornie ciężko. Problemem stał się wiatr, który był niesamowicie silny i wiał z północy – prosto w twarz! Niestety z naturą nie wygrasz… Wichura skutecznie zniechęcała nas do jazdy i spowalniała tempo. Od początku szło źle – zapomnieliśmy, że w Kruszynianach jest meczet, który warto było obejrzeć… Potem mieliśmy zwiedzić młyn nad rzeką Nietupą. Okazał się ruderą. W Sokółce (po 40 km) byliśmy dopiero o 15. Wobec tego stwierdziliśmy, że nie damy rady zrealizować planu i dojechać do Lipska, więc postanowiliśmy zakończyć w Sidrze. Jednak później wpadliśmy na świetny pomysł, aby dostać się do Augustowa pociągiem i tak też zrobiliśmy. W Sidrze spędziliśmy 2 godziny nad zalewem, potem Pasio pozowała do sesji zdjęciowej w lokomotywie i o 19:25 pociąg zawiózł nas do Augustowa. Zatrzymaliśmy się w Yacht Clubie Pacific nad Jeziorem Białym. Wieczorem zjedliśmy rybę (trzeba było iść 4 km do smażalni) i widzieliśmy jeża w krzakach. Posiedzieliśmy chwilę nad jeziorem przed snem. Księżyc fantastycznie odbijał się w ciemnej toni jeziora. Zasnęliśmy 30 minut po północy.

DZIEŃ 3 Augustów – Kurowo

Obudziły nas promienie słońca. Na szczęście było trochę chłodniej niż wczoraj i dało się dłużej pospać. Widok z namiotu na jezioro był imponujący! Wykąpaliśmy się przed odjazdem i ruszyliśmy na śniadanie pod market. Po zaspokojeniu głodu pojechaliśmy w kierunku Suchej Rzeczki. Droga była bardzo atrakcyjna i obfitowała w piękne widoki. Jezioro Serwy było tak przecudne, że nie mogliśmy oprzeć się pokusie kąpieli. 15 minut przerwy i orzeźwienia. Potem jechaliśmy piękną drogą przez Puszczę Augustowską – coś wspaniałego! Ogólnie tereny w okolicach Augustowa wydały mi się jakimś magicznym miejscem i muszę tam koniecznie wrócić, żeby spenetrować dokładniej ten region. Po wyjechaniu z lasu naszym oczom ukazały się dwie wieże kościoła w Lipsku. Zrobiliśmy postój w punkcie widokowym nad Biebrzą i po odpoczynku udaliśmy się do Dąbrowy Białostockiej. Tam zamierzaliśmy zjeść obiad, ale jedyny bar w mieście oferował tylko pizzę z mikrofalówki. Na inne potrawy trzeba było czekać ponad 30 minut, a spieszyliśmy się na pociąg. Trudno – była pizza (wyglądała jak wymiociny). Pociąg miał przedział rowerowy, nawet nie był bardzo zapchany. Dopiero w Białymstoku weszło 7 osób z sakwami i trochę nas przyblokowało. Udało nam się jakoś wysiąść i spokojnie dotarliśmy do Kurowa nad Narwią, gdzie z rowerów przesiedliśmy się następnego dnia do kajaków…

MAPA I STATYSTYKA

DZIEŃ TRASA DYSTANS [km] AVS [km/h] CZAS [hh:mm:ss] MAX [km/h]
1 Hajnówka – Kruszyniany 97,37 15,58 06:27:34 32
2 Kruszyniany – Augustów 67,80 14,74 04:35:50 42
3 Augustów – Kurowo 90,99 18,29 04:58:24 39
SUMA Hajnówka – Kurowo 256 (85,3/dzień) 15,98 16:01:48 42