Pomysł na wyprawę wzdłuż wybrzeża zrodził się na początku maja podczas wspólnego rowerowania w Górach Świętokrzyskich. Ostatecznie ten, kto rzucił taki pomysł nie pojechał. Ale ja miałem na to ogromną ochotę. W magazynie bikeBoard był opis podobnej trasy, także po lekturze artykułu wiedziałem, że muszę wybrać się na dwóch kółkach z Helu do Świnoujścia. Wyruszyliśmy w pięć osób, niestety już po kilku dniach zostało nas tylko trzech i w takim składzie dojechaliśmy do celu. Na rezygnację wpłynęła kontuzja oraz niesprzyjające warunki pogodowe. Mieliśmy wyjątkowego pecha – na 10 dni aż 7 było deszczowych, a wiatr nad Bałtykiem wieje chyba tylko z zachodu! Popsuło to nieco plany plażowania, ale przyjemność z jazdy na rowerze po tych pięknych terenach jest nieoceniona! Zapraszam do przeczytania relacji i obejrzenia zdjęć.

Termin: 06-15.07.2004 r.

W wyprawie uczestniczyli:
Michał Szypliński (Chomik), Michał Kasprzak (Zastrzyk), Maksymilian Małek (Max), Michał Vogtman (Kiełbasa), Wiktor Filip

RELACJA DZIEŃ PO DNIU

DZIEŃ 1 Hel – Dębki

Wyruszyliśmy ekspresowym pociągiem do Helu wczesnym rankiem. Niestety pociąg mimo, że ekspresowy miał jakąś awarię po drodze i staliśmy godzinę w szczerym polu, więc na półwysep dotarliśmy ze sporym opóźnieniem. Sprawdziliśmy rowery, przypięliśmy sakwy i ruszyliśmy w stronę Chałup. Pogoda była piękna, świeciło mocne słońce. Do Juraty dostaliśmy się jadąc 10 km asfaltem. W mieście zjedliśmy po wielkim hamburgerze bo byliśmy już bardzo głodni. Od Juraty do Chałup wiodła bardzo dobra ścieżka rowerowa z przepięknym widokiem na zatokę, gdzie obserwowaliśmy tysiące windsurfingowców. Wiał straszliwy wiatr w twarz, który bardzo utrudniał pokonywanie kilometrów. Kiełbasa strasznie krzyczał, że nienawidzi jak tak wieje. Ścieżka skończyła się nagle w Chałupach i do Karwii pojechaliśmy drogą asfaltową. Stąd do Dębek był bardzo ładny szlak przez las więc skorzystaliśmy z niego i znaleźliśmy się w tej popularnej miejscowości. Zamieszkaliśmy na polu namiotowym „Leśnym” (9 zł/os. 6 zł/namiot). Postanowiliśmy tu zostać na jeden dzień i obejrzeć okolicę.

DZIEŃ 2 Dębki – Jezioro Dobre – Dębki

Kiełbasa postanowił odpocząć, więc ruszyliśmy we czwórkę czarnym szlakiem do Jeziora Dobrego. Bez sakw jechało się bardzo fajnie, a dodatkowo trasa była ciekawa – dużo błota, lasy i pola. Jeziorko okazało się bardzo urokliwe, objechaliśmy je dookoła i poplażowaliśmy chwilę na trawce. Z powrotem do Dębek wróciliśmy zielonym szlakiem. Wiktor zaczął się uskarżać na kolano.

DZIEŃ 3 Dębki – Stilo – Łeba

Niestety Wiktor stwierdził, że nie da rady kontynuować jazdy z bolącym kolanem i postanowił wrócić do Warszawy. Nieopatrznie zabrał pręty do jednego namiotu i najlepsze zapięcie, jakie mieliśmy! (Później przysłał nam to pociągiem do jakiejś miejscowości). Wyruszyliśmy więc już tylko we czwórkę z Dębek po pysznym śniadanku (naleśniki z różnymi wkładami i polewami – pycha!). Jechaliśmy niezłym szlakiem przez las do Białogóry. Miejscami było sporo piachu, ale dało się przebrnąć. Dalej asfaltem do Słuchowa, Lublewka, Osiek Lęborskich i przez Jackowo do Ostelnika, gdzie ukazała się latarnia morska. Nie doszliśmy do niej, bo trzeba by było przedzierać się przez piachy. Zjechaliśmy na plażę i korzystając z pogody zrobiliśmy przerwę na kąpanie i opalanie. Ponieważ piasek był wyjątkowo zbity i twardy postanowiliśmy jechać do Łeby plażą. I był to świetny pomysł! Dotarliśmy do kompletnie opuszczonej części wybrzeża z pięknymi miejscami i wysokim urwiskiem. Kąpaliśmy się i jechaliśmy, było po prostu cudownie! Nie mieliśmy tylko zapasów wody i strasznie zaschło nam w gardłach. Na plaży w Łebie miłe dziewczyny poratowały nas napojem. Trochę ulżyło… W Łebie zatrzymaliśmy się w kwaterze u znajomej Wiktora – pokój czteroosobowy z TV za 60 zł. Wieczorem poszliśmy do tętniącego życiem miasta i wypiliśmy piwko nad morzem oglądając zachód słońca. To był wspaniały dzień.

DZIEŃ 4 Łeba – Objazda

Rano szok – lało jak z cebra! Wieczór był taki ciepły i bezchmurny. Jak się później okazało deszcz zapanował nad Bałtykiem na cały długi tydzień. Szkoda, że akurat wybrał sobie czas naszej wyprawy. Czekaliśmy na poprawę pogody, ale bez skutku. Dwie godziny staliśmy pod sklepem spożywczym, potem zjedliśmy rybę w smażalni. Kiełbasa stwierdził, że nie podoba mu się jazda w deszczu i postanowił wrócić pociągiem do domu. Szkoda. Ale nie miał ze sobą nawet kurtki! Pożegnaliśmy go i o 14 we trójkę ruszyliśmy w ulewie. Z całym bagażem wjechaliśmy do Słowińskiego Parku Narodowego na żółty szlak. Cudo! Deszcz już nam nie przeszkadzał, bo trasa była fantastyczna! Miejscami było tak grząsko, że koła zatapiały się po osie. Max wpadł w bagno do kolan! Bardzo nas wszystkich ekscytowała taka trasa. Lało bez przerwy. Po kilkunastu kilometrach bagiennej ścieżki wyjechaliśmy na asfalt i dotarliśmy do Gardny Wielkiej, gdzie zjedliśmy pyszny obiad. Kupiliśmy zapasy na wieczór i bardzo zmęczeni dotarliśmy do Objazdy. Zamieszkaliśmy u znajomego w domku na działce. Ciepły prysznic był tym o czym każdy z nas marzył. Wysuszyliśmy też pod dachem nasze przemoczone rzeczy.

DZIEŃ 5 Objazda – Darłówko

Na początku w drodze do Ustki złapał nas deszcz. Czekaliśmy godzinę na przystanku, niestety bezskutecznie. Ruszyliśmy więc dalej – wiało w twarz, było dość zimno i mokro – jechało się naprawdę ciężko. Zrezygnowaliśmy ze szlaku Jarosławiec – Darłówko, bo przez błota nie dotarlibyśmy przed nocą. Pojechaliśmy główną szosą Ustka – Darłowo. Wiatr był naprawdę niemiłosierny. 20 km przed Darłowem przestało padać, ale wciąż było zimno. Bardzo zmęczeni dotarliśmy do Darłówka. Nocleg w ośrodku „Posejdon” po 17 zł od osoby – był dość obskurny, ale pozwolił chociaż trochę wysuszyć mokre rzeczy, co byłoby niemożliwe w namiocie. Jak dotąd był to najtrudniejszy dzień.

DZIEŃ 6 Darłówko – Ustronie Morskie

Śniadanie zjedliśmy w Darłowie na rynku. Potem asfaltem dojechaliśmy do Dąbek. Następnie polnymi drogami przez Łazy i Mielno dotarliśmy do szlaku latarni morskich. Szlak był rewelacyjny – przez las z błotkiem. Zwiedziliśmy latarnię morską w Gąskach. W Ustroniach dość długo szukaliśmy pola namiotowego, wreszcie się udało. Było trochę oddalone od głównej ulicy. Koszt 10,50 zł – ul. Polna. Tego dnia było już trochę lepiej z pogodą – słońce, wiatr i przelotne deszcze. Wieczorem obejrzeliśmy mecz, bo akurat odbywała się Copa America i poszliśmy spać.

DZIEŃ 7 Ustronie Morskie – Niechorze

Spaliśmy do 11. Niestety lało raz mocniej, raz słabiej i nie zamierzało przestać. O 13 zebraliśmy się bo oczekiwanie na poprawę pogody stało się nudne. Zjedliśmy śniadanie i o 14 ruszyliśmy w drogę. Jechaliśmy szlakiem, który prowadził przez lotnisko. Do dyspozycji mieliśmy wielkie betonowe pasy startowe! Deszcz trochę odpuścił, ale wiatr w twarz był bardzo dokuczliwy. W Kołobrzegu trochę się pogubiliśmy, ale wreszcie przy pomocy mieszkańców tego miasta udało nam się wydostać. Jechaliśmy przez Mrzeżyno i dalej asfaltem ominęliśmy jednostkę wojskową. Do Niechorza dotarliśmy przed 19. Znaleźliśmy super pole namiotowe „Kamienny krąg” – szczerze polecam. Za 12 zł można rozbić namiot na tarasach (kilka poziomów), była czysta łazienka. Wyszło słońce!

DZIEŃ 8 Niechorze – Międzyzdroje

Ruszyliśmy tradycyjnie – w deszczu. Ciężko mijały pierwsze kilometry tego dnia. W Rewalu zatrzymaliśmy się na śniadanie i naleśniki z nutellą skutecznie poprawiły nam humory. Tego dnia jechaliśmy dość długo główną szosą, która była nieprzyjemna ze względu na spory ruch. Za Międzywodziem zjechaliśmy na szlak do latarni morskiej Kikut – bardzo przyjemna asfaltowa droga z wieloma podjazdami i zjazdami. W Wisełce udaliśmy się na zielony szlak do rezerwatu żubrów. Odwiedziliśmy te sympatyczne zwierzaki i potem skierowaliśmy się przez las w stronę Międzyzdrojów. Kemping Silo za 12 zł to świetna miejscówka. Wieczorem poszliśmy na plażę, bo pogoda była niezła. Zobaczyliśmy też co działo się na promenadzie gwiazd.

DZIEŃ 9 Międzyzdroje – Świnoujście – Międzyzdroje

Zrobiliśmy z Zastrzykiem wycieczkę do Świnoujścia. Max nie miał ochoty jechać, chociaż zdziwiłem się, bo jak byliśmy na „ogonku” Polski w Helu to warto było też odwiedzić drugi kraniec. Zostawiliśmy więc bagaże pod opieką Maxa i „na pusto” ruszyliśmy bardzo fajnym czerwonym szlakiem. Było trochę bagien, dużo komarów i piękne lasy. Po przeprawie promem pokręciliśmy się trochę po Świnoujściu a następnie pojechaliśmy do latarni morskiej. Jest to najwyższa latarnia w Polsce – rzeczywiście robi wrażenie! Powrót do Międzyzdrojów szosą był fantastyczny. Przynajmniej ten jeden raz mieliśmy wiatr w plecy! Gnaliśmy dając sobie zmiany 30 km/h przez cały czas. Pogoda tego dnia była całkiem zadowalająca.

DZIEŃ 10 Międzyzdroje – Szczecin – Szczecin Dąbie

Obudziliśmy się bardzo wcześnie, bo przed nami było ponad 100 km drogi, a nie chcieliśmy spóźnić się na pociąg. Przywitał nas tradycyjnie deszczyk. Spakowaliśmy sakwy, zjedliśmy śniadanie w sklepie i przed 9 ruszyliśmy główną drogą na Szczecin. Za Wolinem zjechaliśmy na asfaltową „trasę turystyczną”. Jechaliśmy po 20-30 km bez zatrzymania. W 5 godzin dojechaliśmy do Dąbia. Kupiliśmy bilety na ekspres do Warszawy. Mieliśmy dużo czasu do odjazdu, więc pojechaliśmy kolejne 10 km do Szczecina na obiad. I niestety to był koniec naszej ekspedycji. Mimo kiepskiej pogody było wybornie!!! Pociąg „Błękitna Fala” bezpiecznie i bez opóźnień przywiózł nas do stolicy…

MAPA I STATYSTYKA

DZIEŃ TRASA DYSTANS [km] AVS [km/h] CZAS [hh:mm:ss] MAX [km/h]
1 Hel – Dębki 61,42 18,12 03:23:23 37
2 Dębki – Jezioro Dobre – Dębki 42,66 16,61 02:34:07 50
3 Dębki – Stilo – Łeba 49,69 15,51 03:12:15 62
4 Łeba – Objazda 51,07 15,80 03:13:56 33
5 Objazda – Darłówko 62,71 19,51 03:12:52 38
6 Darłówko – Ustronie Morskie 68,51 18,99 03:36:31 35
7 Ustronie Morskie – Niechorze 66,96 18,26 03:39:57 43
8 Niechorze – Międzyzdroje 62,77 17,27 03:38:00 46
9 Międzyzdroje – Świnoujście – Międzyzdroje 51,17 17,55 02:54:55 38
10 Międzyzdroje – Szczecin – Szczecin Dąbie 113,59 22,17 05:07:23 49
SUMA Hel – Szczecin Dąbie 631 (63/dzień) 18,26 34:33:19 62