Kiedyś jeden z kolarzy – uczestnik Tour de France, zapytany o to jak jazda w największym wyścigu świata ma się do jazdy w pozostałych imprezach z kalendarza UCI odpowiedział:

To jest wyścig z innej planety. Planety Tour de France.

Bez wątpienia jest w tym wiele prawdy. Każdego dnia na starcie etapu organizatorzy rozstawiają tak zwane miasteczko touru, w którym można znaleźć wszystko – od mobilnego gabinetu lekarskiego po fryzjera. Co więcej, gdy wyścig zapuszcza się poza granice Francji, pozwala sobie na zmianę nazw ulic czy szczytów, by brzmiały bardziej po francusku. W ten oto sposób w 2014 roku Holme Moss, podjazd w angielskim Peak District, na jeden dzień przeniósł się z Wysp Brytyjskich na planetę Tour de France i stał się Le Cote-de-Holme Moss.

Brytyjskie podjazdy, a w szczególności te znajdujące się w Peak District, Lake District i Walii, mają kilka charakterystycznych cech. Po pierwsze: nie są zbyt długie, po drugie: nie mają zbyt wielu zakrętów. Trzecia wspólna cecha jest tak naprawdę wypadkową dwóch pierwszych. Z powodu braku zakrętów i krótkiego dystansu podjazdy na wyspach są zazwyczaj strome/bardzo strome/dlaczego nie założyłem potrójnego przodu. Holme Moss, który z maksymalnymi stromiznami sięgającymi 13% nie zalicza się do największych bestii pod względem nachylenia (daleko mu do Winnats Pass – maksymalnie 28%, czy Hardknott Pass – maksymalnie 33%) ma do zaoferowania rzadką, jak na Anglię, długość prawie pięciu kilometrów. Szczyt jest wykorzystywany dość często w wyścigach amatorskich i zawodowych. Dodatkowo gości na trasach rowerowych imprez masowych typu Peak Epic czy Tour of the Peaks. Osobiście miałem przyjemność pokonywać Holme Moss podczas jednej z wcześniej wspomnianych „masówek”, i muszę powiedzieć ze jest to podjazd podstępny, a zarazem piękny.

Wszystko zaczyna się w miejscowości Holmfirth, gdzie oprócz krótkiej ścianki nachylenia nie są zbyt dokuczliwe. Podczas wspomnianego dnia miałem już w nogach około 130 km i 4000 m przewyższeń, i szczerze mówiąc chciałem jak najszybciej pokonać ostatnie 40 km/500 m. Łagodny początek zachęcił mnie do podkręcenia tempa. Niestety dopiero po pokonaniu łatwej części oczom ukazują się dwie rzeczy. Piękne krajobrazy pogranicza Yorkshire Dales i Derbyshire oraz docelowa część podjazdu – blisko 2,5 km ze średnim nachyleniem 9%. Strome fragmenty rzędu 10-13% na Holme Moss bolą bardziej niż zwykle. Dlaczego? Nie pamiętasz? Chwile wcześniej podpaliłeś się i zacząłeś podkręcać tempo na płaskawym początku! Ha, mam cię! Na drodze do szczytu, niczym okrutny żart ktoś namalował znaczniki 1 mila, ¾ mili, ½ mili ¼… Kolarze mówią, że kiedy jesteś w strefie, wszystkie drogi wyglądają tak samo. Wszystkie wyglądają jak mostek, kierownica, przednie kolo, kawałek asfaltu i cierpienie. Mogę się z tym zgodzić, tylko że na Holme Moss są jeszcze te cholerne znaczniki…