Lubię ten dzień, gdy przez ulice Warszawy pędzi zawodowy peleton. Nie przywykliśmy jeszcze do kibicowania kolarzom. Tour de Pologne w stolicy oklaskuje zawsze mniej ludzi niż w innych dużych miastach. Wciąż słychać też wiele głosów oburzenia – „przez kolarzy nie mogłam wyjść z psem”, „stałem w korku dwie godziny”, „kto ich wpuścił do centrum”. Narzekamy na coś, za co inne miasta, goszczące wielkie wyścigi, płacą wielką kasę.

W tym roku było naprawdę nieźle. Pierwszy etap miał charakter kryterium ulicznego. Start na Stadionie Narodowym, honorowy przejazd przez most Świętokrzyski i prawdziwe ściganie aż na dziesięciu rundach. Dla kibiców – miód! Kolarze pokonywali jedno okrążenie w około 15-17 minut, więc cały czas coś się działo. Już na pierwszych kilometrach poszła ucieczka z udziałem dwóch Polaków, więc dodatkowo uatrakcyjniło to widowisko.

Oglądałem ten spektakl w kilku miejscach – prezentację na stadionie, zakręt na Wisłostradzie, brukowany odcinek na ulicy Karowej, wjazd na Krakowskie Przedmieście i metę na Placu Teatralnym. Był czas na dopingowanie i na fotografowanie – naprawdę świetny dzień. Najbardziej podobało mi się na Karowej – ślimak dawał możliwość nacieszenia się kolarzami przez dłuższą chwilę.

Gdy stoi się w tłumie kibiców można usłyszeć ciekawe historie. Jeden ze starszych kibiców na pierwszej rundzie:

Ale odpuścili tę ucieczkę. Już ponad dwie minuty. Nie dojdą ich! Na prostej to tak, ale nie w mieście – tu za dużo zakrętów.

Albo fajna ploteczka o jegomościu, co to stroje kolarzom szyje i spodziewa się dziecka:

Żona tylko prosi, żeby dziecku kupił wózek wart przynajmniej jedną dziesiątą jego roweru.

Końcówkę oglądałem ze sto metrów od „kreski”. Tuż obok ludzi z ekip teamowych, czekających na zawodników z napojami. I to wcale nie z jakimiś odżywkami białkowymi – raczej z colą i fantą. Kolarz też człowiek. Chociaż ja w taki upał raczej przyjąłbym zimne piwo. Ależ się cieszyli ci od Kittela, gdy uniósł ręce w geście tryumfu! Ale nie Kittel podobał mi się najbardziej. Imponująco wyglądał Caleb Ewan na ostatnim zakręcie przed metą. Ależ on się złożył w tym łuku! W telewizji zupełnie nie było widać, jak bardzo był pochylony. Co prawda nie udało mu się wygrać, ale ten wiraż zrobił na mnie ogromne wrażenie. Byli też koło mnie starsi panowie z UCI. Naklejali kartki na bannerach z informacjami, które numery oprócz zwycięzcy mają zgłosić się do kontroli antydopingowej.

Już ostrzę sobie zęby na etap w Bukowinie Tatrzańskiej. W czwartek kierunek Tatry, a w piątek następne spotkanie z Tour de Pologne!

Peleton na moście Świętokrzyskim

Większość fotografów skupiła się na starcie pod Stadionem Narodowym. Stwierdziłem, że takich zdjęć będzie mnóstwo i ustawiłem się na moście Świętokrzyskim. Bardzo lubię kadry, na których widać cały pylon, a liny tworzą świetne geometryczne kształty.

Peleton przy muralu z symbolem Polski Walczącej

Peleton można sfotografować wszędzie. Ale to zdjęcie jest wyjątkowe ze względu na mural, jaki widać w tle. Schody prowadzące na most Śląsko-Dąbrowski od 2009 roku zdobi dzieło upamiętniające zryw mieszkańców stolicy w sierpniu 1944 roku. Zawsze chciałem tam sfotografować kolarzy – udało się, a w dodatku nie musiałem nikogo namawiać na sesję.

Brukowany podjazd na Karowej

Niesamowite zdjęcie kolarzy jadących ulicą Karową. Na końcu brukowanego podjazdu znajdowała się jedyna premia górska na pierwszym etapie. To miejsce dobrze znane kibicom sportów motorowych – właśnie tutaj co roku odbywa się finałowy odcinek Rajdu Barbórka.

Peleton na placu Teatralnym

Peleton przejeżdża przedostatni raz przez linię mety na placu Teatralnym. Rozpoczyna się finałowe okrążenie.

Więcej moich zdjęć z I etapu Tour de Pologne znajduje się tutaj.