Już za kilka dni na Stadionie Narodowym w Warszawie rozpocznie się Tour de Pologne! Na tę chwilę czekają wszyscy fani kolarstwa w kraju. Może nie tak ciekawy jak Giro d’Italia, nie tak medialny jak Tour de France, ale nasz własny. Narodowy wyścig, organizowany przez Czesława Langa, to dla większości kibiców jedyna szansa na zetknięcie się z zawodowym kolarstwem. Jak najlepiej wykorzystać obecność kolorowego peletonu w Polsce? Oto kilka porad, które pomogą w przeżyciu niesamowitych emocji podczas siedmiu sierpniowych dni.

Od 2008 roku staram się oglądać na żywo kolarzy biorących udział w Tour de Pologne. Na ogół udaje mi się zobaczyć etap w Warszawie i w Tatrach. Ponieważ artykuł piszę na podstawie własnych doświadczeń – skupię się na tych dwóch miejscach, ale oczywiście porady są na tyle uniwersalne, że można z nich skorzystać wybierając się na dowolny etap.

W przypadku fascynacji jakąkolwiek dyscypliną sportową, nie ma lepszego sposobu na oglądanie niż na żywo. Znajomi często dziwią się, bo „w telewizji widać wszystko i są powtórki”. Guzik prawda. Widać tylko to, co operator chce nam pokazać. Umyka też cała otoczka. Jeśli jeszcze nigdy nie kibicowaliście na wyścigu kolarskim, ruszcie się z domu!

Peleton na rundach w centrum stolicy, Warszawa 2014

Peleton na rundach w centrum stolicy, Warszawa 2014

TRASA

Trasa wyścigu Tour de Pologne nie jest stała. Co roku prowadzi przez inne miejscowości oraz może różnić się występowaniem etapów jazdy indywidualnej lub drużynowej na czas. Jednak istnieją dwa czynniki, które w pewnym sensie ograniczają możliwości i fantazję pana Langa. Pierwszy z nich to geografia. Choćby nie wiadomo jak się wysilić, nie zorganizujemy w Polsce prawdziwego górskiego etapu z kilkunastokilometrowymi podjazdami. Po prostu nie mamy takich możliwości. W związku z tym etapy często rozgrywane są na rundach, aby wykorzystać najlepsze wspinaczki więcej niż raz. Kolarze niespecjalnie to lubią, za to korzystamy na tym my – kibice, bo możemy wielokrotnie obejrzeć peleton. Chęć uatrakcyjnienia wyścigu zaprowadziła zawodników dwa lata temu do Włoch, gdzie (wzorem wielkich tourów, które często rozpoczynają się w innym kraju) rozegrano dwa pierwsze etapy. Drugim ograniczeniem, wprowadzającym monotonię w planowaniu trasy, jest logistyka. Wyścig World Tour (do którego Tour de Pologne się zalicza) to gigantyczne przedsięwzięcie. Oprócz około 200 kolarzy, w hotelach zakwaterować trzeba mnóstwo ludzi z ekip, media i obsługę techniczną. To powoduje, że wyścig nie gości np. w Bieszczadach, co byłoby ciekawym urozmaiceniem. Ogólnie schemat co roku jest podobny i należy założyć, że peleton pojawi się w kilku dużych miastach na północy lub w centrum, zahaczy o Śląsk, by na decydujące etapy przenieść się w Tatry i finiszować w Krakowie. Nie inaczej jest tym razem – start w Warszawie, meta w stolicy Małopolski.

Sylwester Szmyd na trasie królewskiego etapu, Bukowina Tatrzańska 2014

Sylwester Szmyd na trasie królewskiego etapu, Bukowina Tatrzańska 2014

NAJCIEKAWSZE ETAPY DO OGLĄDANIA NA ŻYWO

Zdecydowanie najciekawszymi etapami, na które warto się wybrać, są te rozgrywane w górach. Warta rozważenia może być też jazda indywidualna lub drużynowa na czas. Oczywiście, jeśli wyścig przejeżdża przez naszą miejscowość, nie należy wybrzydzać. Dlaczego góry i czasówka to dobry wybór?

Peleton po płaskim terenie jedzie na ogół z prędkością 40-45 km/h. Znaczy to dokładnie tyle, że kolarzy mamy szansę zobaczyć przez około 5 sekund. Czy kilka godzin oczekiwania jest tego warte? Co prawda, jak wspomniałem wcześniej, w Polsce jesteśmy uprzywilejowani, bo końcówka etapów sprinterskich odbywa się na rundach – jest więc okazja przyjrzeć się peletonowi kilka razy. Znacznie lepiej jest podczas jazdy na czas. Co prawda prędkość też ogromna, ale zawodnicy jadą pojedynczo lub całymi drużynami w odstępach. Mamy więc zapewnione kilka godzin zabawy. Dodatkową atrakcją będą na pewno stroje i sprzęt do jazdy na czas, których przeciętny widz nie ma możliwości oglądania na co dzień.

Kolarze z grupy CSC podczas jazdy drużynowej na czas, Warszawa 2008

Kolarze z grupy CSC podczas jazdy drużynowej na czas, Warszawa 2008

Zdecydowanie najwspanialszym miejscem do kibicowania kolarzom na żywo są góry – im bardziej strome, tym lepsze. Po pierwsze – peleton najczęściej jest tam mocno poszarpany. Możemy więc obserwować walkę na podjazdach poszczególnych zawodników lub małych grupek. Na ogół tempo jest na tyle wolne, że mamy sporo czasu na przypatrzenie się kolarzom. Oczywiście na Tour de Pologne dochodzą pętle, więc naprawdę czeka nas kilka godzin samego kolarskiego miodu.

Marcel Kittel wygrywa sprinterski finisz na Placu Trzech Krzyży, Warszawa 2011

Marcel Kittel wygrywa sprinterski finisz na Placu Trzech Krzyży, Warszawa 2011

LOGISTYKA I ZAKWATEROWANIE

Turystyka kolarska (w sensie kibicowskim) nie istnieje w Polsce na dużą skalę. Chcąc obejrzeć najbardziej smakowite etapy górskie podczas wielkich tourów, trzeba się sporo natrudzić. Campery parkują wzdłuż trasy przejazdu już kilka dni wcześniej, w najciekawszych miejscach panuje niewyobrażalny ścisk. Kibicowanie w Tatrach jest znacznie łatwiejsze. Baza noclegowa jest na tyle bogata, że spokojnie uda się znaleźć wolne pokoje nawet na tydzień przed wyścigiem. Nie ma więc co rozwijać tematu – z dotarciem na etap nie będzie problemów. Jedynym miejscem, gdzie warto udać się nieco wcześniej, jest podjazd pod Gliczarów Górny – czyli słynna „Ściana Bukovina”. Tam zawsze jest najwięcej kibiców. Na pozostałych podjazdach można pojawić się kilka minut przed przejazdem kolarzy.

PRZYGOTOWANIA

No dobrze – mamy wybrany nasz wymarzony etap do oglądania. Co dalej? Przede wszystkim warto się dobrze przygotować. Moje „must-have” to:

Rozpiska czasowa

Dla każdego etapu organizator przygotowuje specjalną tabelę z listą miejscowości oraz przewidywanym czasem przejazdu kolarzy. Rozpiski dostępne są na oficjalnej stronie wyścigu. Oto fragment takiego dokumentu dla królewskiego etapu w Tatrach:

Czasy przejazdu peletonu na Tour de Pologne

Jak czytać tę tabelę? Najistotniejsze są „km do mety” (ponieważ jeśli macie dostęp do transmisji, to realizatorzy zawsze podają dystans do końca i łatwo można się zorientować gdzie są kolarze) oraz kolumny ze spodziewanymi czasami przejazdu kolarzy (w zależności od prędkości, z jaką peleton pokonuje etap – dzięki temu wiemy kiedy zawodnicy pojawią się obok nas).

Mapa i profil etapu

Podobnie, jak w przypadku rozpiski czasowej, na oficjalnej stronie Tour de Pologne udostępniane są mapy z przebiegiem trasy każdego z etapów. Dodatkowo dla wybierających się na start lub metę, przygotowane są szczegółowe mapki tych miejsc. Profil etapu jest znacznie bardziej potrzebny kolarzom, ale jeśli nie wiemy gdzie się ustawić, to można się nim posiłkować i wybrać najbardziej stromy podjazd, gdzie zawodnicy będą jechać najwolniej.

Smartfon z transmisją

Dzisiejsza technologia pozwala śledzić to, co dzieje się podczas etapu również w miejscu, gdzie nas nie ma. Zestaw smartfon + aplikacja Eurosport Player (Android, iPhone) + pakiet transmisji danych pozwoli zorientować się o sytuacji na trasie, a przede wszystkim da możliwość obejrzenia finiszu. Nie zapomnę, jak rok temu kilkanaście osób wpatrywało się w mały ekran mojego telefonu i oglądało udaną akcję Rafała Majki na mecie w Bukowinie Tatrzańskiej, którą zainicjował 3 km przed „kreską”, tuż przy nas.

Stoper

Po co zabierać na wyścig stoper? Przydaje się na rundach. Dzięki mierzeniu czasu możemy ocenić jak zmienia się sytuacja na trasie. Nie potrzebny nam wtedy żaden komentarz, ani transmisja telewizyjna. Sami sprawdzamy czy przewaga ucieczki nad peletonem maleje i możemy szacować szanse jej powodzenia.

Aparat fotograficzny

Jako fotograf, zawsze staram się ustrzelić kilka pamiątkowych zdjęć z etapu. Nie tylko samej akcji, ale też to, co dzieje się dookoła. Również ekipę znajomych, z którą kibicujemy.

W ramach przygotowań do etapu, warto zastanowić się gdzie będziemy stać. Jeśli pierwszy raz idziemy oglądać wyścig na żywo może wystąpić pokusa obejrzenia peletonu w dwóch miejscach. Jest to możliwe do zrobienia, ale szalenie trudne. Sam dokonałem tego tylko raz – pojechałem samochodem do Błonia, by obejrzeć lotną premię w tym mieście, a następnie szybko przemieściłem się do stolicy. Więcej tego nie powtórzyłem. Po pierwsze – samochód trzeba zostawić kilka kilometrów od drogi, którą jadą kolarze – jest ona zamknięta na długo przed pojawieniem się peletonu. Tracimy więc sporo czasu na dojście do auta. Po drugie – praktycznie niemożliwe jest wyprzedzenie zawodników, więc na dwukrotne oglądanie jest szansa tylko przy krętej trasie – wtedy, gdy musimy przejechać znacznie mniej niż kolumna wyścigu. Ze względu na występowanie pętli na Tour de Pologne, zdecydowanie lepiej jest ustawić się gdzieś na niej. Ja na przykład często zaczynam oglądanie etapu w Warszawie kilka kilometrów od mety i po każdym okrążeniu idę kawałek, by ostatnią rundę i finisz podziwiać z okolic „kreski”. Dzień wcześniej robię rekonesans z mapą i zastanawiam się, które miejsca będą najlepsze do oglądania. Są to ostre zakręty, kawałki podjazdów i oczywiście rejon mety.

Słyszeliście kiedyś jaki niesamowity dźwięk wydaje rozpędzony peleton? Zmiany przełożenia, warkoczące bębenki i świst powietrza – coś niebywałego!

Kolarze widziani z okna wieżowca, Warszawa 2011

Kolarze widziani z okna wieżowca, Warszawa 2011

WYŚCIG „OD KUCHNI”

Tour de Pologne to doskonała okazja do przyjrzenia się z bliska zawodnikom, teamowym autobusom oraz rowerom. Taka okazja zdarza się dwa razy – na starcie oraz mecie. Nie jestem łowcą autografów, ani tym bardziej bidonów wyrzucanych przez kolarzy podczas wyścigu, ale osób, które chciałyby zrobić pamiątkowe zdjęcie lub ozdobić kask sygnaturą idola nie brakuje. Mniejsze szanse na powodzenie takiej akcji są na mecie. Po zakończeniu etapu większość zawodników bardzo szybko znika w teamowych autobusach i nie ma zbyt dużo czasu dla kibiców. Dzień ścigania na Tour de Pologne kończy się dość późno, a kolarze muszą zjeść, zregenerować się, skorzystać z masażu i przede wszystkim długo pospać. Chociaż pamiętam, że rok temu Rafał Majka w Warszawie zrobił przyjemność swoim fanom, skandującym jego nazwisko. Wyszedł z autokaru i przez dłuższy czas rozdawał autografy. Na pewno trzeba pamiętać o kulturze – jeśli grzecznie poprosimy o podpis lub wspólne zdjęcie, są na to spore szanse. Widziałem jednak irytację w oczach kilku kolarzy, gdy rok temu na mecie pierwszego etapu ludzie wręcz żebrali o bidony.

Autobus Astany zaparkowany w centrum stolicy, Warszawa 2014

Autobus Astany zaparkowany w centrum stolicy, Warszawa 2014

Sprzęt ekipy HTC-Highroad - każdy z tych rowerów wart jest kilkadziesiąt tysięcy złotych, Warszawa 2011

Sprzęt ekipy HTC-Highroad – każdy z tych rowerów wart jest kilkadziesiąt tysięcy złotych, Warszawa 2011

Mobilna pralnia w autobusie grupy Tinkoff Saxo, Warszawa 2014

Mobilna pralnia w autobusie grupy Tinkoff Saxo, Warszawa 2014

Znacznie łatwiej wejść w interakcję z zawodnikami przed startem. Wtedy są o wiele bardziej rozluźnieni. Pamiętajcie, że to tacy sami ludzie jak my. Można z nimi zamienić zdanie, poprosić o wspólną fotografię. Oni lubią kulturalnych kibiców. Rok temu przed startem Tour de Pologne Amatorów w Bukowinie Tatrzańskiej mój kolega Konrad, szukając toalety w hotelu, wpadł przypadkiem do jadalni. Spotkał tam Rafała Majkę jedzącego śniadanie. Uciął z nim krótką pogawędkę. Nasz najlepszy góral zapowiedział, że formę ma dziś dobrą i powalczy na królewskim etapie (tak zresztą się stało). Moja żona za to bardzo miło wspomina spotkanie z Filippo Pozzato. Kilka lat temu, wracając z wakacji na Sardynii, trafiła na ostatni etap touru w Krakowie. Razem z koleżanką chciały zrobić zdjęcie z Włochem. Gdy się do niego zbliżały, zainterweniowała policja – funkcjonariusze nie pozwolili podejść do zawodnika. Filippo okazał się super gościem – powiedział, że to jego przyjaciółki i zaprosił do siebie. Na pamiątkę została fotografia oraz wielka sympatia do ówczesnego zawodnika Katushy. Tak się zyskuje nowych fanów.

Fanki z Filippo Pozzato, Kraków 2011

Fanki z Filippo Pozzato, Kraków 2011

Gratkę na starcie lub mecie będą mieli nie tylko łowcy autografów. Zadowoleni będą na pewno maniacy sprzętowi, gdyż jest wiele okazji do przypatrzenia się wyścigowym maszynom z najwyższej półki. Często w pobliżu autokarów teamowych, zaparkowane są auta z rowerami na dachu, naszpikowanymi najnowszym osprzętem. Można zobaczyć jakich przełożeń używają kolarze, jak długich używają mostków, czy jak konfigurują sobie kokpit. Czasem można zaobserwować prawdziwe perełki, pomalowane niestandardowo na potrzeby konkretnego zawodnika.

Spersonalizowany rower Michele Scarponiego, Warszawa 2011

Spersonalizowany rower Michele Scarponiego, Warszawa 2011

KARAWANA REKLAMOWA

Jeszcze jednym elementem kolarskiego spektaklu, którego nie widać w telewizji, jest karawana reklamowa. Nie jest ona tak imponująca i tak długa jak na wielkich tourach, ale jest to nieodzowny element Tour de Pologne. Na ogół pojawia się kilkanaście minut przed kolarzami i zwiastuje rychłe nadciągnięcie peletonu. We Francji z samochodów sponsorów lecą w stronę kibiców liczne gadżety (np. pelerynki z logo Carrefour w czerwone grochy, które są potem dobrze widoczne w transmisji telewizyjnej). U nas przeważnie są to kapelusze Skandii i Tauronu oraz dmuchane pałki do klaskania. W kolumnie poprzedzającej wyścig jadą ładne dziewczyny machające do kibiców, czasem jakieś samochody o fikuśnych kształtach (np. kiedyś był smok Skandii). Karawana na pewno spodoba się dzieciom – jest kolorowo, głośno i w końcu zaczyna się coś dziać. Ja wykorzystuję tę kolumnę reklamową do ostatecznego sprawdzenia ustawień aparatu i mam pewność, że jestem gotowy na przyjazd kolarzy.

CRÈME DE LA CRÈME, CZYLI ZETKNIĘCIE Z PELETONEM

No dobrze – teoretycznie jesteśmy już świetnie przygotowani. Nadchodzi dzień wyścigu. Co się dzieje? Opiszę na przykładzie mojego ulubionego etapu w Bukowinie Tatrzańskiej. Po porannym ściganiu w Tour de Pologne Amatorów (o czym poniżej), szykujemy się do kibicowania. Zakładamy peruki, okulary w kształcie rowerów, dmuchamy gumowego krokodyla i ubieramy go w koszulkę oraz czapeczkę, niektórzy się przebierają w całe wymyślne stroje. Ponieważ mieszkamy kilkaset metrów od decydującego podjazdu pod Bukowinę Tatrzańską (około 2,5 km przed metą), na trasę idziemy pieszo. Oczywiście zajmujemy miejsce na podjeździe – jeśli staniecie na zjeździe, wszystko będzie działo się błyskawicznie i niewiele zobaczycie. Świetną lokalizacją do oglądania wyścigu jest najbardziej stromy podjazd pod Gliczarów Górny. Tam panuje gorąca atmosfera – stoi się wśród setek kibiców, przy wąskim asfalcie, który nawet niektórzy zawodowcy pokonują czasem „z buta”. Jest jak w ulu. My wolimy nieco więcej przestrzeni, dlatego od lat dopingujemy w najtrudniejszym miejscu ostatniego podjazdu, gdzie nie ma aż tylu ludzi.

Pamiętam, że jeszcze kilka lat temu marnie to wszystko wyglądało pod względem kibicowskim. Gdy pojawiliśmy się na trasie w 2010 roku z dmuchanym krokodylem, zainteresowały się nami nawet media. Chociaż w porównaniu z tym co wyprawiają fani kolarstwa we Włoszech, Francji i Hiszpanii, to nie było nic nadzwyczajnego. Oto krótka audycja Dariusza Urbanowicza, w której miałem przyjemność opowiedzieć o kibicowaniu na Tour de Pologne:

Teraz w kluczowych momentach górskich etapów zaczyna to przypominać trochę atmosferę znaną z największych wyścigów, chociaż do czołówki jeszcze nam bardzo daleko. Rok temu wspieraliśmy kolarzy razem z batmanem, który bardzo spodobał się niektórym zawodnikom oraz wszystkim przechodzącym dzieciom. Niektórzy z grupetto sami prosili człowieka-nietoperza o o pomoc. Mieliśmy też sporo szczęścia – to przy nas Rafał Majka zdecydował się na decydującą akcję, która przesądziła o losach wyścigu!

Oczekiwanie na kolarzy upływa nam na dyskusjach – oczywiście na tematy rowerowe. Emocje zaczynają się wraz z odgłosem nadlatującego helikoptera – to znak, że peleton jest coraz bliżej. Mija nas trochę samochodów i motocykli, zwiastujących rychłe pojawienie się czołówki. I wypatrujemy – kto jest w czubie. Potem już tylko najlepsze – głośno dopingujemy wspinających się kolarzy. Staramy się dojrzeć, gdzie są nasi i ich najgłośniej wspieramy. Całe zamieszanie trochę trwa, bo po „Ścianie Bukovina” peleton jest mocno poszarpany. A co najlepsze dla nas – kibiców, możemy oglądać to wielokrotnie, bowiem zawsze zawodnicy muszą pokonać kilka rund po tatrzańskich asfaltach.

Dzień wyścigu w Bukowinie Tatrzańskiej, a właściwie cały kolarski weekend z tym związany, jest jednym z moich ulubionych w roku. To coś fantastycznego.

Doping na podjeździe, Bukowina Tatrzańska 2014

Doping na podjeździe, Bukowina Tatrzańska 2014

Pamiętajcie tylko o jednym – kibicowanie nie może przeszkadzać zawodnikom. Priorytetem jest szacunek do sportowców i bezpieczeństwo na trasie. Pod żadnym pozorem nie wbiegajcie im pod koła, nie machajcie flagą tuż przed oczami. To skrajna nieodpowiedzialność. Zachowania, jakie miały miejsce w stosunku do Chrisa Froome’a podczas tegorocznego Tour de France (plucie, oblanie moczem, obraźliwe gesty), przeszły szczyt chamstwa – aż ciężko to sobie wyobrazić. Kulturalny doping spotyka się z przychylnym spojrzeniem ze strony kolarzy. Bartek Huzarski pisał o tym podczas tegorocznego Tour de France:

Kibice prawdziwi są najfajniejsi, szanują naszą pracę, szanują nasz wysiłek, nie proszą Cię o bidon przy pierwszej okazji, tylko znają z imienia i nazwiska, pożyczą powodzenia, zrobią sobie zdjęcie, jadą za wyścigiem i są w temacie obcykani. Stoją sobie na poboczu, palą grilla, przebiorą się fajnie, napiszą coś na drodze i zedrą gardło dla każdego tak samo.

I na koniec – nie rozbierajcie się do rosołu. To nie jest przyjemność dla zawodników. Ten fragment wpisu Bartka Huzarskiego stał się klasykiem:

Lubimy ich wreszcie za to że nie wystawiają do nas swojego obleśnego gołego tyłka a my nie wiemy jak mamy to odbierać, jako obrazę, chcą nam w ten sposób przekazać że jesteśmy dupkami, że mają nas w dupie czy może to jakaś zachęta?

TOUR DE POLOGNE AMATORÓW

Wiecie czym jest l’Étape du Tour? To zawody na trasie jednego z górskich etapów Tour de France dla amatorów. Kilka lat temu organizator naszego narodowego wyścigu postanowił wprowadzić podobną atrakcję również w Polsce. Co prawda skala trudności jest nieporównywalna – dystans to niecałe 40 km i 1000 m przewyższenia (we Francji 145 km i 4400 m), ale wystarczy, by zobaczyć z czym muszą zmierzyć się zawodowcy kilka godzin później. Areną zmagań jest jedna pętla królewskiego etapu w Tatrach. Wyścig jest wyśmiewany przez wielu pseudo-prosów na forach internetowych, ale w mojej ocenie jest to świetny dodatek do wyjazdu kibicowskiego na Tour de Pologne. Wspaniałe jest to, że wzdłuż trasy przejazdu stoi mnóstwo ludzi i dopingują tak samo, jakby jechały największe gwiazdy światowego peletonu. My zawsze działamy według sprawdzonego schematu – rano startujemy w wyścigu dla amatorów, chwilę odpoczywamy, a potem kibicujemy. Ponieważ królewski etap odbywa się w piątek, to dokładamy do tego weekend i robimy dwie super trasy po górach.

Start wyścigu Tour de Pologne Amatorów, Bukowina Tatrzańska 2014

Start wyścigu Tour de Pologne Amatorów, Bukowina Tatrzańska 2014

Wyścig kolarski to wspaniałe wydarzenie do oglądania na żywo. W tym roku start w Tour de Pologne zapowiedział aktualny mistrz świata Michał Kwiatkowski. Spodziewam się, że nie będzie lepszego magnesu do przyciągnięcia ludzi na trasę touru. Jeśli mimo wszystko zastanawiacie się czy warto – spróbujcie. To naprawdę jest wspaniałe przeżycie!

Jeśli macie jakieś pytania, spostrzeżenia lub chcielibyście coś dodać do mojego artykułu, to śmiało – skorzystajcie z opcji komentarzy. Wasze doświadczenia są dla mnie bardzo cenne. Jeśli gdzieś mnie wypatrzycie na trasie z gumowym krokodylem – podejdźcie przybić piątkę!

W oczekiwaniu na kolarzy, Bukowina Tatrzańska 2014

W oczekiwaniu na kolarzy, Bukowina Tatrzańska 2014

Do napisania artykułu zainspirował mnie DC Rainmaker, który przygotował prawdziwe kompendium wiedzy na temat kibicowania podczas Tour de France. Mój przewodnik (jak i nasz wyścig) jest nieco skromniejszy, ale mam nadzieję, że otworzyłem oczy kilku osobom i na trasie będzie w tym roku jeszcze więcej fanów.

  • Michał Roszczyński

    U nas tak samo jak we Francji są rozdawane gadżety, w postaci czapek, kapeluszy. Głównie jest to na trybunie siedzącej. Chociaż pamiętam że 2 lata temu przy reklamie Skandia w Warszawie kibice też dostawali gadżety.

    • Rzeczywiście – zapomniałem o kapeluszach i słynnych dmuchanych „pałkach” do klaskania.

  • Filip Odważny

    Wybieramy się ze znajomymi do Warszawy w tym roku, żeby pokibicować na pierwszym etapie. Niestety Warszawy nie znamy. Jakieś sugestie i rady dotyczącego tego gdzie i kiedy najlepiej się udać i być? Pociągiem dotrzemy ok. 11:30 do stolicy, a powrót mamy dopiero o 19. Pozdrawiam.

    • Ja zamierzam obejrzeć start pod Stadionem Narodowym i później kierować się w stronę mety, oglądając kolarzy na rundach. Końcówkę chcę oczywiście zobaczyć na żywo na Placu Teatralnym.

  • Magda Horabik

    Bardzo fajny wpis, na prawdę czytając go rozpłynęłam się na myśl o TdP w tym roku, hahaha :D Pozdrawiam dziewczyna z plakatem Rafała Majki sprzed roku, w tym roku też będę !!! Mam nadzieję że gdzieś was zobaczę ;)