Sobota, 9:35 – właśnie wskoczyłem do pociągu Kolei Mazowieckich relacji Warszawa Wschodnia – Skierniewice. Na Dworcu Centralnym dosiadł się do mnie Rik, czyli Drzymer, a na Zachodnim dołączyli jeszcze Tiger z Żywikiem. Rik poszedł do przedziału osobowego kimać, ponieważ spał tylko 2 godziny w nocy, a my umilaliśmy sobie podróż dyskusjami o sprzęcie w wagonie rowerowym. W Skierniewicach wysiedliśmy punktualnie o 10:58. Jednak w drogę ruszyliśmy dobrą godzinę później, ponieważ musieliśmy jeszcze zawitać w lokalnym sklepie rowerowym, żeby Żywik wymienił zajechany łańcuch. Naprawą zajął się Tiger i sowicie się przy tej operacji wyświnił. Niestety sama wymiana łańcucha okazała się niewystarczająca i przez całą drogę Żywikowi napęd szwankował. Zabudowania Skierniewic opuściliśmy około 12 i od razu znaleźliśmy się na pięknej szosie w samym środku Puszczy Bolimowskiej.

Większość dnia poruszaliśmy się mało uczęszczanymi drogami, z bardzo przyzwoitą nawierzchnią. Jedynie większy ruch zauważyliśmy na odcinku Błonie-Leszno i jeszcze kawałek dalej. Przez cały czas utrzymywaliśmy dość spokojne tempo 30-32 km/h, Żywik dał jedną mocniejszą zmianę za Lesznem. Od czasu do czasu prędkość wzrastała, gdy nagle z zza pleców wyskakiwał szalony Drzymer i niczym Sylwek Szmyd szarpał peletonem. Atrakcją były też gonitwy Tigera za wyprzedzającymi nas skuterami, których kierowcy mieli nietęgie miny, gdy w lusterku widzieli zbliżającą się sylwetkę poplecznika Pantaniego.

Najpiękniejszym fragmentem naszej wycieczki był przejazd wąskim asfaltem przez Kampinos. Zero samochodów, cudowny las – szkoda, że nie ma więcej takich dróg wokół stolicy. Szosowcy mieliby gdzie poszaleć. Uwaga na komary! W wyniku powodzi tereny nadwiślańskie są bardzo podmokłe i w Kampinosie zatrzymywać się nie można! Krótki postój na sikanie zakończył się zmasowanym atakiem tych paskudnych insektów.

To była bardzo dobra wycieczka. Zakończyliśmy przy McDonald’s na Wólczyńskiej, przybiliśmy piątkę i pomknęliśmy do domów na mecz Argentyna-Nigeria. Wyszło 121 km ze średnią 29 km/h – całkiem, całkiem. Szkoda tylko, że w okolicach Warszawy jest tak płasko. Nie mam jak potrenować na podjazdach przed lipcową eskapadą w Dolomity…


Fantastyczna droga przez Kampinos


Der Tiger – złota rączka


Żywik, Rik i Tiger pędzą przez mazowiecką wieś


Tiger zasysa węglowodany z czeskiej koks-tuby

A oto trasa naszej sobotniej wycieczki (na czarno zaznaczona jest droga przebyta pociągiem):