Wczoraj rano, przy późnym śniadaniu, na Eurosporcie obejrzałem retransmisję wyścigu kolarskiego z cyklu Pro Tour „Strzała Walońska”. Zmagania kolarzy zainspirowały mnie do ruszenia na szosę. Ponieważ deszcz po tygodniowym naporze dał wreszcie za wygraną i pogoda była przepiękna, nie mogłem zrobić nic innego, jak tylko spakować niezbędne narzędzia do „nerki” i kręcić kilometry. Skontaktowałem się szybko z Rybą, Szymkiem i Drzymerem, ale niestety tylko Drzymer miał czas na rowerową przygodę. Godzinę później siedziałem już w pociągu Kolei Mazowieckich do Warki. Na stacji Warszawa Służew dosiadł się do mnie mój kompan i razem czekaliśmy z niecierpliwością na osiągnięcie docelowego przystanku. O 13:30 byliśmy gotowi do jazdy.

Szczególnie atrakcyjne okazały się pierwsze kilometry. Przemierzaliśmy Mazowsze po gładkich asfaltach mijając tryskające wiosennymi barwami sady owocowe. Szybko połykaliśmy kilometry i po przejechaniu 27 km zatrzymaliśmy się w Drwalewie pod sklepem na odpoczynek. Kolejny odcinek do Zalesia Górnego pokonaliśmy równie sprawnie i zrelaksowaliśmy się na ławce tuż przy lesie. Ostatni fragment naszej wycieczki był najmniej atrakcyjny – ruchliwa droga wyraźnie oznaczała, że zbliżamy się do stolicy.

95 kilometrów to bardzo przyzwoity dystans, jak na pierwszą wycieczkę szosową w sezonie. Brak zmęczenia pozwala pozytywnie myśleć o planowanym pobiciu rekordu w długodystansowej jeździe, jaki zaplanowałem sobie na ten rok. Malbork czeka – 300 km jednego dnia, będzie nie lada wyzwaniem. Jeszcze nie jestem gotowy, ale niedługo przyjdzie czas na zmierzenie się z tą odległością. W końcu w pierwszych trzech latach wymagający wyścig „Strzała Walońska” rozgrywany był na pagórkowatej trasie belgijskich Ardenów, między miejscowościami Tournai i Liège i liczył 300 km…

Mapa naszej wycieczki:

  • Kurczak

    Zacna wycieczka! Wiosenne kwiaty na drzewach zamienily sie w owoce, wobec czego przemierzalismy kilometry posrod drzew uginajacych sie od jablek i wisni – istna sielanka, jak na wakacje przystalo. W okolicach Piaseczna zrobilo sie faktycznie tloczno,a im blizej Warszawy tym bardziej musielismy dzielic szose z samochodami, ale i tak super trasa, dzieki Michal za pomysl na spedzenie niedzieli!