Aż wstyd się przyznać, ale dopiero dziś pierwszy raz w tym sezonie przejechałem ponad 100 km. Ponieważ wiał wiatr z południa postanowiłem wybrać się pociągiem moich ulubionych Kolei Mazowieckich do Radomia i stamtąd zaatakować dystans 108 km na Natolin. Podróż na miejsce startu trwała ponad 2,5 godziny, ale zleciała mi szybko – umiliłem sobie czas oglądając 8. i 9. część „Dekalogu” Kieślowskiego. Z Radomia ruszyłem o 12.35. Jechało mi się bardzo dobrze, do Warki zrobiłem dwa postoje. Pogoda była piękna, samochodów bardzo mało, a we wszystkich wioskach kobiety przygotowywały ołtarze na procesje z okazji Bożego Ciała. Uwielbiam połykać kilometry po pustych szosach. W Warce, po przejechaniu 58 kilometrów, zjadłem dwa hot-dogi na stacji Orlenu, a 3 km dalej zatrzymałem się uzupełnić zapas wody w bidonach. Jechało mi się później tak dobrze, że postanowiłem nie korzystać z metra, tylko dojechać do domu na rowerze. W rezultacie postój w Warce okazał się być ostatnim odpoczynkiem i bez zatrzymania przejechałem 70 km! Wycieczkę zakończyłem u Żaby, który poczęstował mnie pysznym piwkiem. Cieszę się, że ruszyłem się z domu. To był całkiem udany dzień, a tak pewnie spędziłbym go przed komputerem…


12.35 – ruszam spod dworca w Radomiu

Statystyka wycieczki:
TRIP: 131,24 km ● TIME: 5:28:04 ● AVS: 24,00 km/h ● MAX: 42 km/h

Mapa: