Nie mamy szczęścia do gór w tym roku. Już drugi raz coś pokrzyżowało nam plany wyjazdu w Beskidy. Tym razem była to prognoza pogody – w Szczyrku zapowiadano obfite opady deszczu, a temperatura w sobotę miała wynosić zaledwie 12°C. Zjazdy w takich warunkach nie są przyjemnością i wspólnie z kolegami stwierdziliśmy, że rozsądniej będzie przełożyć zdobywanie przełęczy na inny termin. Na szczęście atrakcji alternatywnych nie brakowało – Belo spędził bardzo udany weekend na Helu, a my z Drzymerem i Maćkiem skorzystaliśmy z jednodniowej obecności Tigera w Warszawie i pokręciliśmy razem.

Na start naszej wycieczki wybraliśmy miejscowość Gołotczyzna, która co prawda nie ma nic wspólnego z najlepszym polskim bokserem, ale jej nazwa brzmi godnie. O 8:39 pociąg Kolei Mazowieckich odjechał z Dworca Gdańskiego, ale w wśród nas zabrakło Drzymera, który wzorem starych, dobrych lat poszedł w sobotę w melanż i nie wyrobił się na czas. Powtórzył tym samym akcję z lipca 2010 roku. Na szczęście niedługo był jeszcze jeden pociąg do Nasielska i mogliśmy się spotkać po drodze. Podróż do Gołotczyzny umiliły nam niezliczone historie Tigera. Na przykład opowiadał, jak Murzyni z uczelni w Coventry (gdzie pracuje nasz kolega) obliczyli, że metr sześcienny powietrza waży 22 tony. Zuchy! Opowieści przerwał komunikat wyświetlający się na tablicy w pociągu:

Następna stacja Gołotczyzna

Na dworcu w Gołotczyźnie
Przygotowania do jazdy po opuszczeniu pociągu na dworcu w Gołotczyźnie

Wysiedliśmy i po chwili byliśmy gotowi do drogi. Wiał sprzyjający, północno-zachodni wiatr. Przez pierwsze kilkanaście kilometrów tempo narzucał Tiger, który musiał szybko przyzwyczaić się do stanu mazowieckich asfaltów po ostatnim czasie spędzonym w Anglii. Tuż przed Nasielskiem naszym oczom ukazał się Rik w komplecie nowych ciuchów. Kolejny miłośnik pięknej koszulki teamu Brooklyn.

Odnalazł się spóźnialski
Tuż przed Nasielskiem odnalazła się nasza zguba

Odcinki mocnego kręcenia przeplataliśmy fragmentami lżejszymi, podczas których rozmawialiśmy jadąc obok siebie. Za Krzyczkami-Żabiczkami tempo wzrosło, a jak Maciek z Tigerem dorzucili do pieca, to zostaliśmy z Drzymerem nieco z tyłu.

Atak Iron Mana i Tigera
Iron Man z Tigerem byli dla nas momentami za mocni – odjazd

Tiger wypatruje Rika za plecami
Tiger wypatruje Rika za plecami

Wszystko układało się pięknie i kiedy myśleliśmy, że lada godzina będziemy w Warszawie usłyszeliśmy trzask i rytmiczne piski dochodzące z okolic tylnego koła Tigera. Szprycha w nowej Ultegrze postanowiła skapitulować. Może nie była przyzwyczajona do polskich dróg? Bicie było na tyle duże, że opona ocierała o tylne widełki.

Po drugiej stronie lustra
Po drugiej stronie lustra

Załamany TigerBrakujący element
Tiger załamany stratą szprychy w nowym kole

Prowizoryczna naprawa
Próby zmniejszenia bicia koła na boki

Po kilkunastu minutach Tigerowi udało się doprowadzić koło do stanu, w którym dało się jechać. Niestety nasz harcownik stracił nieco impetu i musiał ograniczyć prędkość, więc tempo znacznie spadło. Na postoju w Dębem zrobiliśmy wspólne zdjęcie, a kolega-emigrant uraczył nas kolejnymi historiami – tym razem z podróży do ojczyzny i obserwacji zachowania polskiego kierowcy cysterny w Niemczech.

Na tamie w Dębem
Nasza ekipa na tamie w Dębem

Kawałek za tamą mieliśmy niemiły incydent z kierowcą autobusu linii „Zenek”. Skurwiel wyprzedzał nas w odległości dosłownie kilkunastu centymetrów, mimo pustej drogi. Tiger wylądował w trawie na poboczu. Dogoniłem łajdaka na przystanku i nie omieszkałem uciąć sobie z nim pogawędki. Okazał się wyjątkowo tępą jednostką, więc zrobiłem mu pamiątkowe zdjęcie i wysłałem później do właściciela linii – pana Zenka. Niech wie, jakiego bandytę zatrudnia.

Drzymer zaproponował, żebyśmy usiedli coś zjeść. Jak na złość aż do Warszawy nie było żadnej knajpy. Konsumpcję odłożyliśmy więc na ostatnie kilometry wycieczki. Tak powinien się kończyć każdy wypad rowerowy. Zimne piwo z beczki i pyszna pizza w lokalu Gaga na Bielanach to był strzał w dziesiątkę. Podyskutowaliśmy przy tym na tematy kolarskie, a po godzinie rozjechaliśmy się do domów na kolejną ucztę – tym razem telewizyjną, bowiem na Eurosporcie leciała transmisja z Tour de France, a dokładnie z podjazdu na Mont Ventoux.

W pizzerii Gaga
Zakończenie udanej wycieczki w pizzerii Gaga na Bielanach

Regeneracyjna pizzaTeam Brooklyn
Pyszna pizza | Brooklyn na ulicach stolicy

  • Tiger

    Te piski to byla bida, wniosek- czas a nowy rower. Fragmenty lzejsze czyli kolo gospodyn wiejskich :P

  • grucha

    ja bym mu zajebał temu skurwielowi, prawda Chomik?

  • Chomik

    @Grucha: Co prawda to prawda! Byłaby bitka na drodze.