Działka Szymka i Pauli jest chyba moim najczęstszym celem w tym sezonie. W ostatnią niedzielę pojechałem tam jednak nową trasą, ponieważ wciąż nie mam roweru szosowego. Nabijam w związku z tym kilometry na MTB. Najpierw sprawdziłem dawno nieodwiedzaną przeze mnie drogę techniczną PKP wzdłuż torów kolejowych. Coś się z nią dzieje od kilku lat, bo nawet długo po deszczu przejazdy pod wiaduktami są kompletnie zalane. Ubabrałem się w szlamie strasznie, ale przedostałem się do Marywilskiej. Stamtąd miałem już rzut beretem do Choszczówki, gdzie wjechałem w las. Dobrze, że nie było zbyt dużo piachów, bo przy ponad 30°C zakopywanie się w nich nie jest najprzyjemniejszą rzeczą. W niezłym tempie dotarłem przez Legionowo do tamy w Dębem. Tam jakaś niewiasta odbywała trening na szosówce. Tuż za podjazdem wyprzedziła mnie i oddaliła się dość szybko w stronę Skubianki.

Czas na działce zleciał błyskawicznie i o 18 ruszyłem w drogę powrotną do Warszawy, bowiem jeszcze przed zmrokiem zaplanowałem objazd rundy wyścigu Tour de Pologne w centrum, aby zobaczyć gdzie warto się ustawić. Stwierdziłem, że najlepiej będzie oglądać kolarzy na końcu Krakowskiego Przedmieścia i jeszcze zdążyć na finisz pod ratuszem. Oględziny okazały się przydatne, bo w poniedziałek wykonaliśmy plan kibicowski zgonie z założeniem.