Kiedyś straciłem zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Akademickiego Pucharu Polski w narciarstwie alpejskim, przegrywając slalom o 0,01 s w zawodach finałowych. Niewiele brakowało, a w podobny sposób obszedłbym się smakiem i zmarnował szansę na zdobycie pucharu za 3. miejsce w generalce trasy giga tegorocznej edycji Bike Orientu.

Sprawa w teorii była prosta – miejsce w czołowej dziesiątce podczas ostatnich zawodów gwarantowało końcowy sukces. Po 4. i 3. lokacie w poprzednich eliminacjach, zadanie wydawało się wielce prawdopodobne do zrealizowania. Jednak znacznie bardziej doświadczeni i mocniejsi zawodnicy zaliczali w tym sezonie przynajmniej jedną wpadkę i kończyli na odległych pozycjach. W dodatku Radek Walentowski, mój największy rywal do miejsca na podium, startował „u siebie”, więc ciężko było liczyć na jego słaby występ.

Październikowy rajd w Puszczy Bolimowskiej rozgrywany był w zgoła odmiennych warunkach pogodowych od poprzednich. Zimny front sprawił, że w ruch poszła zimowa odzież. Jadąc rano z Warszawy do bazy w Budach Grabskich, termometr pokazywał momentami -7°C! Na szczęście w ciągu dnia słońce ogrzało nieco powietrze i warunki do ścigania były doskonałe.

Tym razem trasa była najszybsza ze wszystkich trzech eliminacji, na których się pojawiłem. Paweł Brudło – zwycięzca finałowych zawodów – opędzlował ją w zaledwie 5 godzin i 10 minut. Wszystko za sprawą nieskomplikowanej nawigacji, dość przyjaźnie umieszczonych lampionów i długich asfaltowych przelotów między najbardziej rozstrzelonymi punktami. Zdecydowanie najważniejszym czynnikiem była więc dobrze „podająca” łyda, a zdolności nawigacyjne okazały się tylko miłym dodatkiem.

AKCJA

O dziwo udaje mi się po raz pierwszy narysować trasę przejazdu identycznie z optymalną, która dostępna jest zawsze na mecie. Nie udaje mi się natomiast nie nawalić na początku – znowu potrzebuję dwóch, może trzech punktów, aby zacząć jechać jak po sznurku. Głupie błędy i po pół godzinie jadę w towarzystwie osób, które bardziej cenią walory rekreacyjne, niż walkę o rezultat. Dwa miesiące bez jazdy na orientację wystarczyły, aby nadrobić niepotrzebnie 5 km. Potem zaczyna jednak wszystko wychodzić. Celnie i precyzyjnie. W okolicach PK2 spotykam Marcina Michalaka. Początkowo doganiamy się i gubimy, aż w końcu Marcin pyta:

Chcesz się ścigać, czy współpracować?

W sumie, to jak najbardziej chcę się ścigać, ale stwierdzam, że przed nami długie asfaltowe odcinki, więc jazda na zmiany może być korzystna. Odpowiadam więc:

Możemy współpracować przez jakiś czas, jeśli oczywiście masz podobny plan na zaliczanie punków.

Ponieważ Marcin obrał na starcie dokładnie taką samą kolejność, razem łupimy PK9, PK11 i PK16. Przed tym ostatnim brakuje mi nieco sił na podjeździe, ale pocieszam się, że za chwilę zaczniemy jechać z wiatrem. Sprawnie odnajdujemy głaz narzutowy, przy którym ukryty jest lampion i skracamy drogę przez pole. Tuż po wyjeździe na betonowe płyty orientuję się, że coś nie gra. Rower nie jedzie. Spoglądam na przednią oponę – w porządku, odwracam się i zauważam flaka z tyłu. Nie, tylko nie teraz! W jednej chwili wizja trzeciego miejsca, pucharu i sukcesu znika, jak Marty McFly ze zdjęcia w „Powrocie do przyszłości”. Zmiana dętki zabiera mi aż 17 minut. Dlaczego nie zalałem mlekiem – pytam w myślach, jeżdżąc dłonią po wewnętrznej części opony. Znajduję winowajcę – to kolec, najprawdopodobniej z krzewu, których przy głazie było mnóstwo. Opony przystosowane do systemu bezdętkowego mają tę wadę, że bardzo trudno je założyć na obręcz. Dobrze chociaż, że mam nabój ze sprężonym powietrzem. Pssssst i koło gotowe. Walczę dalej. Obawiam się, że może zabraknąć na pierwszą dziesiątkę. Mam wciąż dobry czas, ale trasa jest dziś wyjątkowo szybka. Motywuje mnie to do mocniejszego dociśnięcia. Zjadam żel i mknę drogą techniczną wzdłuż ekspresówki S8.

Jestem tak wkurzony i rozkojarzony, że niemal zapominam o PK15 w wąwozie. Muszę się do niego cofnąć, ale chyba nie tracę na tym manewrze, bo od tej strony dojazd do punktu jest bajecznie prosty. Potem jest już lepiej – odzyskuję rytm i perforuję kolejne pola na karcie kontrolnej jedno za drugim. Wraz ze zbliżeniem się do okolic mety, spotykam coraz więcej zawodników. Popełniam jeszcze błąd przy PK8 i tracę dystans do jednego z nich, z którym zamierzałem ścigać się na finiszu. Wpadam na metę po 6 godzinach i 13 minutach od startu. Pierwsze co robię, to pytam się sędziego o miejsce na trasie giga. Nie umie mi precyzyjnie odpowiedzieć:

Gdzieś w okolicach dziesiątego.

Okolice dziesiątego – to nie było to, co chciałem usłyszeć. Idę się przebrać i jeszcze raz liczę punkty w generalce. W międzyczasie pojawia się komunikat z klasyfikacją najlepszej trójki w dzisiejszej eliminacji. Radek Walentowski jest drugi, co oznacza, że 11. miejsce daje mi upragnione podium za cały sezon. Wreszcie pojawiają się nieoficjalne wyniki. Z przerażeniem widzę moje nazwisko na 12. pozycji. Jestem załamany – sądzę bowiem, że o końcowym sukcesie będzie decydować większa liczba pierwszych, drugich i trzecich miejsc. Zaglądam jeszcze dla pewności do regulaminu. Ku mojemu zdumieniu zapis jest korzystny dla mnie! Organizatorzy zdecydowali bowiem, że cenniejsza jest ogólna liczba zaliczonych punktów kontrolnych niż zajmowane miejsca. Co za niespodzianka! Odbieram trofeum za trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej. To bardzo miła chwila. I bardzo cenny dla mnie kawałek drewna.

Półtorej minuty wolniej i nikt nie pamiętałby, że latem 2015 roku pojawił się ktoś nowy i nieźle namieszał w czołówce. Za rok się może nie udać, ale kto wie – orientacja jest piękna!

Kliknij na mapę, aby zobaczyć trasę mojego przejazdu

Kliknij na mapę, aby zobaczyć trasę mojego przejazdu

Dystans: 107 km | Suma podjazdów: 360 m | Czas: 6:13 | PK: 20/20 | Miejsce: 12/45
OFICJALNE WYNIKI BIKE ORIENT PUSZCZA BOLIMOWSKA
KLASYFIKACJA GENERALNA PUCHARU BIKE ORIENT 2015
ŚLADY PRZEJAZDÓW ZAWODNIKÓW W SERWISIE 3DRERUN