Kategorie: Zdrowie
14.07 2011

Zerwanie więzadła krzyżowego przedniego (ACL): etap II – operacja i pierwsze dni po zabiegu

Nadszedł długo oczekiwany dzień operacji, która w dłuższej perspektywie miała w pełni przywrócić moją sprawność ruchową. Niedziela, 3 lipca – nie tak wyobrażałem sobie początek wakacji… Zgodnie z ustaleniami zjawiłem się przed godziną ósmą w klinice Osteon w Legionowie. Po załatwieniu formalności pożegnałem się z tatą i poszedłem zająć swoje łóżko.

Operacja

Bardzo szybko zjawił się anestezjolog i przeprowadził ze mną wywiad, który pozwolił mu dobrać odpowiednie znieczulenie. Na wstępie poczęstował mnie czterema pigułkami ze swojej magicznej walizki. Chwilę po nim przyszedł Maciek – mój lekarz i oznajmił, że na salę operacyjną wjadę jako pierwszy (na ten dzień zaplanowanych było 5 zabiegów). W oczekiwaniu na rozpoczęcie rekonstrukcji więzadła oglądałem telewizję i w pewnym momencie poczułem się jakoś dziwnie. Trochę kręciło mi się w głowie. Anestezjolog oznajmił mi, że za 5 minut zaczynamy i żebym skorzystał jeszcze z toalety. Wstałem z łóżka i idąc korytarzem miałem wrażenie dokładnie takie, jak po kilku piwach. Na salę operacyjną wszedłem już z pomocą anestezjologa, ponieważ nie mogłem iść prosto.

Głupi jaś (te cztery tabletki, które połknąłem) sprawił, że miałem niezły odjazd. Mimo, że byłem cały czas przytomny, nie pamiętam zastrzyku w kręgosłup, czy założenia wenflonu. W ogóle cała operacja wydała mi się znacznie krótsza (faktycznie trwała 45 minut). Nie zorientowałem się nawet kiedy straciłem czucie w nogach – nagle zaczęło się krojenie. Cały czas miałem podgląd na monitor, na którym widać było wnętrze mojego kolana. Pamiętam niestety tylko pojedyncze fragmenty – wiercenie dziur w kościach, uderzenia młotkiem, zmianę pojemników z wodą, wieszak z kroplówką. Pod koniec odzyskałem nieco świadomość, kiedy Maciek pokazał mi na ekranie, jak wygląda moje nowe więzadło. Ruszając kolanem wyjaśnił, że odzyskałem pełną stabilność. Zdziwiłem się nieco, jak odsunięto parawan – zobaczyłem swoją nogę uniesioną wysoko do góry – dziwne wrażenie, bo zupełnie nic nie czułem i myślałem, że leży poziomo. O godzinie 10:15 było po sprawie i już leżałem w łóżku. Doktor przyszedł do mnie i powiedział, że operacja udała się bardzo dobrze. Był zadowolony, ponieważ nie trzeba było szyć ani wycinać łąkotki – wystarczyło oczyszczenie i lekkie wyrównanie. Ucieszyła mnie ta wiadomość.

Tak, jak wspominałem we wpisie o przygotowaniach do operacji ACL, rekonstrukcję przeprowadzono z zastosowaniem przeszczepu allogenicznego (materiał pochodził ze ścięgna Achillesa z banku tkanek). Stabilizacja nowego więzadła została przeprowadzona za pomocą biowchłanialnych śrub w systemie Bilok. Bardzo przekonała mnie ta metoda – po pierwsze nie ma dodatkowej ingerencji chirurgicznej w inne, zdrowe tkanki organizmu, a po drugie ścięgno Achillesa jest najmocniejszym ze wszystkich możliwych. Rehabilitacja przebiega podobno też znacznie sprawniej – o tym opowiem Wam w trzecim wpisie o mojej kontuzji. Na temat metody wykonania rekonstrukcji jest kilka opinii, ale na coś trzeba się zdecydować. Dr Ambroziak potrafił podać konkretne argumenty, które spotkały się z moją aprobatą. Dodatkowo rehabilitantka, której ufam również potwierdziła, że przy obecnym zaawansowaniu medycyny, metoda allogeniczna jest najlepszą rzeczą jaka może mnie spotkać. Jestem przekonany, że mieli rację.

Jeśli ktoś ma ochotę zobaczyć, jak wygląda taka operacja, to polecam film z zabiegu rekonstrukcji więzadła krzyżowego przedniego (ACL) z zastosowaniem przeszczepu allogenicznego wykonywanego przez dr. Macieja Ambroziaka. Oczywiście nie jest to moja noga, ale czynności wyglądają bardzo podobnie.

Pierwsza doba po operacji

Jak tylko znalazłem się z powrotem w łóżku odzyskałem pełną świadomość. Około 12 pielęgniarka przyniosła obiad i herbatę, co bardzo mnie ucieszyło, bo od wieczora nie jadłem i nie piłem. Co jakiś czas zmieniano mi okład z lodu oraz ściągano krew ze strzykawki, która była podłączona do drenu w kolanie. Oglądałem jazdę drużynową na czas w Tour de France i czekałem, kiedy zejdzie mi znieczulenie. Trzymało bardzo długo, bo aż do 19. Jak tylko odzyskałem władzę w nogach, poszedłem o kulach do toalety. Trochę bałem się, że nie będę mógł spać z powodu bólu. Koledzy, którzy przechodzili taką operację, straszyli mnie niewyobrażalnymi katuszami przez pierwsze pięć dni po zabiegu. U mnie, przynajmniej na początku nic takiego nie miało miejsca. Wieczorem dostałem kolację i kroplówkę. Spałem bardzo dobrze. O piątej rano przyjąłem drugi raz kroplówkę, o 7:30 przyszedł właściciel kliniki – dr Jasielski i wyjął mi dren oraz pomógł założyć stabilizator. Przed wyjściem dostałem wypis ze szpitala, płytę DVD z filmem z operacji oraz receptę na antybiotyki, leki przeciwzapalne oraz zastrzyki przeciwzakrzepowe. O ósmej, czyli 24 godziny od zjawienia się w klinice, byłem już w drodze do domu.

Dwa tygodnie zwolnienia

Wejście na trzecie piętro sprawiło mi trochę problemu, więc z ulgą położyłem się do łóżka. Według zaleceń lekarza, do zdjęcia szwów powinienem ograniczyć chodzenie do minimum i dać nodze odpocząć – trzymać ją na podwyższeniu i chłodzić lodem.

Pierwszy dzień w domu minął całkiem nieźle, wieczorem miałem lekki stan podgorączkowy. Drugiego dnia po operacji odwiedziłem Maćka na wizycie kontrolnej i zmianie opatrunku. Doktor wykonał punkcję i ściągnął płyn z kolana, żeby obrzęk był mniejszy. Powiedział, że wszystko goi się bardzo dobrze. Tego dnia wieczorem czułem się słabo – dostałem gorączki, która jednak dość szybko przeszła i spałem znakomicie. Środa i czwartek minęły bardzo dobrze – ból był minimalny, po prostu sobie odpoczywałem. Chodzenie do toalety o kulach nie sprawiało mi problemu. Wieczorem zmieniłem opatrunek. Kolano było mocno spuchnięte. Miałem nadzieję, że kolejne dni przyniosą dalszą poprawę.

Niestety w piątek wszystko było dobrze, tylko jak leżałem. Podczas chodzenia miałem uczucie, że krew buzująca w kolanie zaraz rozsadzi mi nogę. Ciśnienie mijało po jakimś czasie przebywania w pozycji stojącej. Sobota nie przyniosła poprawy – noga wyglądała jak bania, a wycieczki do toalety powodowały ogromny ból w okolicach jednej z zaszytych ran. Po południu nie byłem w stanie w ogóle wstać, bo wyjście z łóżka kończyło się sinieniem stopy i zalaniem się potem. Sikanie do butelki, mycie zębów w misce… Współczuję wszystkim, którzy przez to przechodzili. Zadzwoniłem do mojego lekarza – powiedział, że nie jest to nic nadzwyczajnego, ale przydałaby się punkcja, żeby zmniejszyć obrzęk. Umówiliśmy się na wizytę w poniedziałek. Noc minęła dobrze dzięki środkom przeciwbólowym. Niedziela była jeszcze gorsza. Lód dawał ukojenie tylko na chwilę, a każde ułożenie nogi poniżej poziomu rozsadzało kolano. Wycieczka do toalety kończyła się pełzaniem po podłodze wlokąc za sobą nogę – wszystko, aby tylko ograniczyć ból. Wieczorem pierwszy raz od trzech dni coś drgnęło. Przy lekkim opuszczeniu nogi nic się nie zadziało, a opuchlizna minimalnie zmalała. Oby to był przełom – pomyślałem.

W poniedziałek zgodnie z planem pojechałem na punkcję, ale okazało się, że w środku kolana jest sucho i wszystko goi się bardzo dobrze. Cierpienie powodował podskórny siniak koło szwu, który w tym miejscu był uciskany przy zwiększonym ciśnieniu krwi. Informacja o tym, że nie ma krwiaków, zakrzepów i ogólnie nieprawidłowości podbudowała mnie psychicznie. Z dnia na dzień robiło się coraz lepiej. Krótkie przechadzki o kulach były co prawda bolesne, ale dało się wytrzymać. Wreszcie mogłem zacząć napinać izometrycznie mięsień czworogłowy uda. Kryzys minął – teraz musiało być już tylko lepiej! W czwartek rano zdjęto mi szwy i tym samym zakończyła się „medyczna” część przygody z kolanem. Teraz wszystko w rękach rehabilitantki, a przede wszystkim mojej ciężkiej kilkumiesięcznej pracy…

O postępach związanych z powrotem do sportu będę pisać na bieżąco w osobnym wpisie. Co jakiś czas go zaktualizuję, więc zainteresowanych zapraszam do odwiedzin.

Film oraz zdjęcia z sali operacyjnej pochodzą ze strony doktora Macieja Ambroziaka.

 

KOMENTARZE

Możesz zostawić swój komentarz do tego wpisu.

  1. Żaba
    15.07.2011 | 10:12

    heheh Chomiczku dziamgałeś piguły przed operacją :)
    Jak zawsze trzymam kciuki za szybki powrót do formy!!!

  2. 6.08.2011 | 23:22

    W piłkę to trzeba umieć grać, a jak nie to siedzieć w domu :)

  3. Kasia
    15.10.2011 | 20:47

    Cześć! Na początku wielkie dzięki za artykuł.. wszyskie inne opisy jakie znalazłam zawierały tylko o ile można zgiąć kolano w którym tygodniu..
    Sama mam zaplanowany zabieg na 25.10 i z jednej strony cieszę się, bo wreszcię będę mogła normalnie egzystować, ale zaczynam się denerwować drogą która mnie czeka. Mógłbyś dać mi jakieś rady jak przetrwać pierwszy tydzień (poza ciągłym dostępem żelek chłodzących ;) )? Po ilu dniach da się wytrzymać kilka godzin z nogą w dole? I co powinnam wiedzieć o czym nie mam pojęcia?

  4. 16.10.2011 | 21:24

    @Kasia: Nie ma co się denerwować – po operacji będzie już z górki. Teraz niby możesz coś robić bez większych problemów, ale to oczekiwanie na zabieg jest kiepskim okresem. Z tą normalną egzystencją to trochę potrwa niestety – tak od razu po operacji nie będzie wspaniale… Co do przetrwania pierwszego tygodnia – z opowiadań kolegów słyszałem, że jest fatalnie. Ale u mnie było nieco inaczej – początkowe dni były niezłe – nie bolało zbyt mocno, nie było dramatu. Tak jak napisałem fatalnie było dokładnie tydzień po operacji przez trzy-cztery dni. Jak przetrwać? Ideałem jest opieka kogoś bliskiego, kto pomoże Ci w jak największym stopniu zminimalizować konieczność chodzenia. U mnie opuszczenie nogi przez pewien okres było nie do wytrzymania. Ale każdy przechodzi to chyba nieco inaczej – także głowa do góry! Chociaż pewnie bezboleśnie nie będzie. Trzymaj się ciepło!

  5. Pablo
    10.01.2012 | 12:52

    Siemanko Michał. Dzięki za szczegółowy opis operacji. Ja też po zerwaniu ACL (piłka nożna) trafiłem do dr Ambroziaka. Na razie spoko, jestem 2 miesiące po pierwszej artroskopii (szycie łąkotki, oczyszczenie kolana, nieudana próba termoablacji). Za jakieś 2 tygodnie czeka mnie u dr Ambroziaka rekonstrukcja. Cały czas się waham co do metody (czy z użyciem własnego materiału czy allograftu). Czy mógłbyś napisać jak się czujesz i jak funkcjonujesz teraz, po pół roku od rekonstrukcji? To bardzo cenna informacja dla mnie i, jak myślę, dla wielu osób w podobnej sytuacji. Będę bardzo wdzięczny za Twoje wrażenia/opinię.

  6. ewa
    3.02.2012 | 11:45

    witaj Michał, gratuluję strony, wielu ludziom dałeś dużo informacji, ja również zerwałam ACL i przechdzę I część Twojej przygody – rehabilitacja „przed”, wiem że opisywałeś swoje ćwiczenia, ale czy możesz ew opisać szczegółowo co sama w domu mogę zrobić przez ten okres przed operacją? jakie ćwiczenia, ew basen…dzięki

  7. ewa_11111
    7.02.2012 | 19:46

    witajcie, 12 tygodni temu przechodziłam rekonstrukcję ACL dr. Cholewiński – polecam świetny fachowiec, sam doktor polecił mi allograft i miał rację, ja na dzień dzisiejszy nie żałuję. Sam zabieg przeszłam dobrze- przebywałam w szpitalu 24 godziny, w domu przez 3 dni na środkach przeciwbólowych. Teraz rehabilitacja. Jak na 2 i pół miesiąca po zabiegu jest rewelacyjnie. W najbliższych dniach wracam do pracy (przy biurku) Pozdrawiam wszystkich ACL-owców.

  8. 16.02.2012 | 15:06

    @Pablo: Przepraszam umknął mi Twój komentarz i domyślam się, że jesteś już po zabiegu. Daj proszę znać na co się zdecydowałeś. Ja jestem zadowolony z przebiegu mojej rehabilitacji – teraz po ponad siedmiu miesiącach wracam do życia. Biegam na nartach, chodzę na siłownię, głębokie czucie wróciło – bez problemu staję na dużej dmuchanej piłce. Jest coraz lepiej, chociaż wciąż czuć, że noga działa inaczej niż zdrowa. Niedługo opublikuję trzeci wpis na ten temat z przebiegiem całej rehabilitacji. Powodzenia!
    @ewa: Dziękuję za miłe słowa. Przed Tobą długa droga i niestety nie jest to nic przyjemnego. Szczegółowo nie będę opisywać ćwiczeń, ponieważ uważam, że najlepiej jest zaufać rehabilitantowi i z nim pracować. Myślę, że taka osoba najlepiej będzie wiedziała co można robić, a czego nie – oprócz zerwania więzadła przedniego krzyżowego można mieć uszkodzoną łąkotkę i więzadła boczne – w każdym przypadku okres przed rehabilitacją będzie wyglądać inaczej. Życzę Ci powodzenia i dużo wytrwałości.
    @ewa_11111: Ja jestem już 7,5 miesiąca po operacji i wracam do coraz większej aktywności. Za miesiąc stanę pierwszy raz na nartach zjazdowych, a na razie uskuteczniam wersję biegową. Powodzenia i daj znać za jakiś czas w komentarzu jak przebiega Twoja historia!

  9. Jarek5566
    31.03.2012 | 21:35

    Michał, czyli po siedmiu miesiącach czujesz się mniej więcej tak jak przed operacją? czy lepiej? Mam nadzieję tylko, że ten specjalista od rezonansu prawidłowo zdiagnozował Ci zerwanie więzadła i faktycznie musiałeś zrobić tą operację.

  10. 31.03.2012 | 21:42

    @Jarek5566: Za kilka dni minie dokładnie dziewięć miesięcy od operacji. Jest lepiej niż przed operacją – wracam do pełnej aktywności sportowej. Tydzień temu pierwszy raz byłem na nartach. Jeździłem bez stabilizatora, wszystko działa, jeszcze nie obciążam tak lewej nogi jak prawej, ale cieszę się, że nie ma strachu. Za rok wrócę do ścigania! Noga oczywiście zachowuje się inaczej niż zdrowa, ale jestem pełen optymizmu po tym wyjeździe. A rezonans był prawidłowy – widziałem na filmie strzępy mojego starego więzadła i wszczepione nowe. Więc operacja jak najbardziej była konieczna. Niedługo umieszczę trzecią część wpisu o mojej kontuzji.

  11. Wojtek
    10.04.2012 | 15:55

    Czesc,trafilem w sumie przypadkiem na Twoja strone,szukajac informacji nt rekonstrukcji z uzyciem allograftu.Mam do Ciebie pytanie-czy byla to rekonstrukcja z wykorzystaniem metody jedno,czy dwupęczkowej?
    pozdrawiam i powodzenia w powrocie do sportu;)

  12. Adam
    11.04.2012 | 23:49

    Witaj, mam podobny problem co Ty jakiś czas temu, otóż mam zerwane więzadła krzyżowe przednie w lewym kolanie, powiedz mi co sądzisz o tym, że lekarz , który mnie prowadzi, nie zaleca mi po zabiegu w chodzeniu w stabilizatorze, zabieg mam 8 maja, nie wiem co o tym myśleć. Widzę , że masz doświadczenie z tym problemem dlatego zapytałem.
    Pozdrawiam Adam

  13. 12.04.2012 | 00:09

    @Wojtek: Aż wstyd się przyznać, ale szczerze mówiąc, nie wiem czy była to metoda jedno, czy dwupęczkowa.
    @Adam: Wydaje się to dziwne, jeśli w ogóle miałbyś nie używać stabilizatora. Chyba, że chodzi o czas od razu po zabiegu, w którym chodzenie w ogóle nie jest wskazane. Ja, jeśli ufałbym lekarzowi nie szukałbym pomocy w internecie, bo skąd pacjent, który przeszedł jeden raz rekonstrukcję ma się znać wystarczająco dobrze, aby radzić w innych przypadkach? Moja rada – słuchaj lekarza, jeśli wiesz, że ma doświadczenie (i efekty) w leczeniu tej kontuzji. Powodzenia!

  14. angelstw
    13.04.2012 | 16:22

    Świetny wpis, rzeczowo, konkretnie opisane emocje związane z samym zabiegiem. Tego właśnie szukałam. 21 maja czeka mnie rekonstrukcja ACL, nie ukrywam obaw i nerwów, ale to chyba normalne, szczególnie u osób które nie miały nigdy kontaktu ze szpitalem jako pacjent, nie mówiąc o znieczuleniach czy operacjach. Chciałoby się mieć już to za sobą i zdrowe kolano:) ale jeszcze długa i mozolna praca przede mną. Mam nadzieję tylko że nie będzie żadnych komplikacji. Pozdrawiam!!
    Monika

  15. jaca
    25.04.2012 | 18:33

    Opis piękny, ale z tym obiadkiem o 12 to przesadziłeś, no chyba że w pampersie leżałeś. Taki zabieg miałem w ostatni piątek i nie zazdroszczę bólu przyszłym operowanym. Sobota i niedziela „masakra”, w poniedziałek już lepiej itd. Dużo lodu i co raz mniej tabletek przeciwbólowych. „Mój” pan dr. Szperzyński – lepszego nie znam, przez tydzień kazał poruszać się tylko między łóżkiem a kanapą nie obciążając nogi i trochę ćwiczyć czwórgłowy, ale boli jak … i za dużo nie ruszam nogą. Jutro wizyta i chyba ściągnięcie szwów i początek rehabilitacji, tak miałem po artroskopi dwa msc. temu.
    Pozdro i nie pękajcie, da się zyć.