15.08 2009

Rowerem przez Alpy, czyli wszystko musi wyjść na zero

W połowie lipca udało nam się zorganizować wyjazd, o którym myśleliśmy od wiosny. Cel: przejechać całe Alpy z północy na południe odwiedzając po drodze, znane nam z zimowych eskapad, narciarskie ośrodki. Początkowo mieliśmy się wybrać na przełomie czerwca i lipca, ale ulewne deszcze w Alpach sprawiły, że ruszyliśmy dwa tygodnie później. Z perspektywy czasu widać, że postąpiliśmy słusznie, ponieważ pogoda była super! Na wakacje w góry wybraliśmy się we czwórkę – Marta, Pantera, wujek Josef i Chomik. Dzięki obecności Pantery i Marty (najlepszej załogi busa technicznego, jakią można sobie wymarzyć) mogliśmy jechać na rowerach szosowych bez żadnego bagażu, w dodatku „ekipa techniczna” solidnie pracowała na postojach, dzięki czemu mamy mnóstwo zdjęć.

Wystartowaliśmy z Garmisch-Partenkirchen – prawdziwej alpejskiej perełki położonej u stóp masywu Zugspitze. Pierwszy etap do Sölden był dość łatwy – idealny na rozkręcenie. Ciekawie zaczęło się drugiego dnia, kiedy na “śniadanie” musieliśmy się wspiąć wymagającym podjazdem na przełęcz Timmelsjoch (2509 m n.p.m.). Zjazd serpentynami w strugach deszczu był niesamowitym przeżyciem. Nie zwalnialiśmy tempa i trzeciego dnia zdobyliśmy Maso Corto (2011 m n.p.m.) – na górze temperatura wynosiła zaledwie 4°C! Zamiast odpoczywać, czwartego dnia zrobiliśmy 150 km, pokonując trzy wymagające przełęcze. Na deser ostatniego dnia okrążyliśmy całe Jezioro Garda.

Wyjazd był krótki, ale bardzo intensywny. Poznaliśmy Alpy z trochę innej strony – jadąc samochodem trudniej dostrzec piękno widoków, które naprawdę zachwycają. Popatrzcie zresztą sami na zdjęcia poniżej…

Jeśli chcecie kupić takie fajne rowerowe ciuchy (Zero Rh+) to zgłoście się do firmy Vento – polecam!


Początek długiego podjazdu na Timmelsjoch


Chwila oddechu przy busie technicznym


W krainie śniegu – ostatni zakręt przed przełęczą


Już we Włoszech – przed 40-kilometrowym zjazdem


Pokonywanie „agrafek” po mokrym asfalcie wymagało koncentracji


Wijące się w nieskończoność serpentyny (zjazd z Timmelsjoch)


Lama na pastwisku koło Lago di Vernago – 7 km przed Maso Corto


Dolna stacja kolejki w Maso Corto – gwiazda teleranka przeprowadza „test gumy”


Przerwa techniczna


Zjazd wśród sadów z jabłoniami


Nad Lago di Molveno


Wycieczka dookoła Lago di Garda


Josef spieszy się do Leroy Merlin, aby kupić zaprawę do budowania piwniczki


Chwila relaksu na plaży

Obszerną relację, statystyki i zdjęcia z wyprawy w Alpy znajdziecie niedługo w dziale „wyprawy”. Artykuł „Wszystko musi wyjść na zero” opowiadający o naszych przygodach na trasie ukaże się w dwunastym numerze magazynu NTN Snow & More już w listopadzie, także jeszcze o nas usłyszycie. Poniżej mapa z trasą naszego przejazdu.

Mapa:

That’s all folks!