Goodbye blue sky – ostatni letni rowerowy weekend w tym roku
Niestety – na następne rowerowe wycieczki będę musiał poczekać do października. Za kilka dni mam zaplanowaną operację kolana. Noga przed zabiegiem jest jednak na tyle sprawna, że postanowiłem w długi weekend zaznać nieco przyjemności przed kilkumiesięczną rehabilitacją. Do pedałowania przyzwyczajałem się przez ostatni tydzień jeżdżąc do pracy. Nie chciałem oczywiście przesadzić, wiec zaplanowałemCZYTAJ WIĘCEJ
Kraków – Warszawa: 300 km na rowerze w jeden dzień!
W zeszłym roku razem z Belmondem przejechaliśmy 213 km z Olsztynka do Warszawy, łamiąc psychologiczną barierę 200 km podczas jednorazowej wycieczki. Po opróżnieniu kilku flakonów wina oraz opowiedzeniu anegdotek o Michale Wolffie (mistrzu długodystansowych wypraw z forum pozdrozerowerowe.info) na wigilijnym spotkaniu u Pauli i Szymka w kilku rozgrzanych głowach zagościła ułańska fantazja – z Sidorem i Belmondem postanowiliśmy złamaćCZYTAJ WIĘCEJ
Weekend na szosie w Tatrach, czyli Tour de Pologne amatorów i kontratak forfitera
W pierwszy weekend sierpnia wybrałem się razem z Tigerem na trzy dni do Bukowiny Tatrzańskiej z zamiarem solidnego pojeżdżenia szosówką po Tatrach. Od powrotu z Dolomitów brakowało mi wspinania się na przełęcze i szumu wiatru w uszach na długich zjazdach. Całe szczęście, że nie zaufaliśmy prognozom pogody, które przewidywały spore opady deszczu i zdecydowaliśmy się na wyjazd. Jak się późniejCZYTAJ WIĘCEJ
Kolejne dwa rowerowe weekendy – Mazury i Pilawa
W zeszłym tygodniu nie zrobiłem wpisu, ale nie znaczy to wcale, że nie jeździłem na rowerze. Żal byłoby zmarnować tak cudowną, wakacyjną pogodę. Poprzedni weekend spędziłem na działce Żabci i Sidora w Marksewie, niedaleko Szczytna. Za to na 24-25 lipca byłem umówiony z kolegami na solidne MTB w Górach Świętokrzyskich, ale zapowiadane burze i nawałnice na południu Polski skutecznie nas zniechęciłyCZYTAJ WIĘCEJ
TransAlp, czyli 800 km, 19 przełęczy i 20000 m przewyższenia w 7 dni
Na początku lipca miałem okazję pojechać tam, gdzie można w pełni korzystać z roweru szosowego, czyli w Alpy. Po inauguracyjnej wycieczce rok temu, tym razem trasa była bardziej ambitna. Dzięki temu udało nam się dotrzeć w fantastyczne miejsca, pokonać wąskie asfalty, o jakich nawet nie śniliśmy i zdobyć trudne przełęcze. Za cel obraliśmy sobieCZYTAJ WIĘCEJ
Wilanów i Urle – ostatnie jazdy przed Dolomitami
Kolejny weekend upłynął pod znakiem bardzo udanych wycieczek na szosie po okolicach Warszawy. To już ostatni sprawdzian przed Dolomitami, w które udaję się w piątek. Koniec jazdy po płaskim – teraz czas na wielkie góry. W sobotę z Tigerem pokonaliśmy trasę treningową klubu Wilanów, a w niedzielę z Drzymerem wybraliśmy się do Urli, gdzie przy okazji odwiedziliśmy Pasia.CZYTAJ WIĘCEJ
Pętla Beskidzka
Wczoraj spędziłem najlepszy dzień rowerowy w tym sezonie. Kolejny raz utwierdziłem się w przekonaniu, że nawet najciekawsze zakątki Mazowsza nie dadzą takiej frajdy z jazdy, jak górskie serpentyny. I nie ważne, czy wolisz jeździć MTB, czy na szosie – góry to esencja kolarstwa – koniec i kropka. Ponieważ nadarzyła się okazja na jednodniowy wyjazdCZYTAJ WIĘCEJ
Ze Skierniewic do Warszawy przez Puszczę Bolimowską i Kampinos
Sobota, 9:35 – właśnie wskoczyłem do pociągu Kolei Mazowieckich relacji Warszawa Wschodnia – Skierniewice. Na Dworcu Centralnym dosiadł się do mnie Rik, czyli Drzymer, a Zachodnim dołączyli jeszcze Tiger z Żywikiem. Rik poszedł do przedziału osobowego kimać, ponieważ spał tylko 2 godziny w nocy, a my umilaliśmy sobie podróż dyskusjami o sprzęcie w wagonie rowerowym.CZYTAJ WIĘCEJ
77 km na rozpoczęcie długiego weekendu
Podobnie jak rok temu (wycieczka do Radomia), nie mogłem zmarnować dnia wolnego od pracy i w Boże Ciało wybrałem się na rower. Ponieważ w tym tygodniu moi koledzy Szymek i Drzymer stali się szczęśliwymi posiadaczami rowerów szosowych, miałem nadzieję, że utworzymy całkiem spory peleton. Niestety czołowy entuzjasta asfaltu Der Tiger pojechał do domuCZYTAJ WIĘCEJ
Trasą treningową Klubu Kolarskiego Wilanów
Maj w tym roku nie rozpieszcza pogodą. Dni, kiedy można pojeździć i nie wyglądać jak kolarze jadący w Giro di Italia na dzisiejszym etapie, można policzyć na palcach jednej ręki. Z tym większą radością obejrzałem prognozę pogody na sobotę, tuż po powrocie z juwenaliowego koncertu T.Love. Ponieważ SMSy do potencjalnych chętnych na popołudniowy trening wysyłałem dopieroCZYTAJ WIĘCEJ